Czy rodzic mający liczne potomstwo będzie w stanie z każdym dzieckiem stworzyć silną więź i dać każdemu z nich wystarczająco dużo czasu i uwagi?
Gdyby ktoś chciał znaleźć w Biblii zachętę do obdarowania jedynaka rodzeństwem, zniechęciłby się pewnie już przy czwartym rozdziale Księgi Rodzaju, czytając o Kainie i Ablu. Dalsza lektura przyniosłaby kolejne przykłady trudnych, pełnych krzywdy i przemocy relacji rodzinnych: rywalizacja Jakuba i Ezawa, Józef sprzedany w niewolę przez braci, koszmar Absaloma i Tamar, bratobójstwo synów Gedeona… Najwyraźniej Pan Bóg zadbał o to, byśmy nie ulegali złudzeniu, że rodzeństwa zawsze trzymają się razem. Konflikty sióstr i braci to zresztą przecież codzienność wielu rodzin. I nie chodzi tylko o kłótnie dzieci czy nastolatków: na wielu drzewach genealogicznych są takie gałęzie, czasem już wiekowe, które, choć wyrastają z jednego pnia, od lat robią wszystko, by nigdy się nie spotkać.
A jednak tak się utarło, że dziecko powinno mieć rodzeństwo – bo jeśli będzie jedynakiem, to wyrośnie na samoluba. Po gratulacjach z okazji narodzin pierwszego potomka bardzo szybko zaczynamy słyszeć: „To kiedy drugie?”. Gdy mamy dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę, słyszymy, że to wspaniale, bo „parka”. Dwoje dzieci tej samej płci? „Oj, nie udało się, będziecie próbowali jeszcze raz?” Posiadanie trojga dzieci jest uzasadnione, jeśli trzecie dziecko jest innej płci niż dwoje starszych. Inaczej wszyscy wiedzą, że to trzecie to na pewno nieplanowane. Od czwórki dzieci wzwyż sprawa jest jasna: brak odpowiedzialności, dziecioróbstwo, pazerność na pieniądze (tak jakby 800 złotych miesięcznie wystarczało na utrzymanie dziecka…), wariactwo i patologia.
Ponoć nadal 44 procent młodych Polaków deklaruje, że chciałoby mieć dwoje dzieci, a co piąty – troje1. A jednak w praktyce wiele par rezygnuje z drugiego czy trzeciego dziecka – z powodów finansowych, zawodowych czy po prostu z lęku przed przeciążeniem i brakiem wsparcia. Poza tym coraz później decydujemy się na dzieci, przez co część osób po prostu nie zdąży zrealizować swoich planów prokreacyjnych.
Według szacunków projektu Birth Gauge monitorującego trendy demograficzne pod koniec bieżącego roku dzietność w Polsce wyniesie mniej niż połowę współczynnika gwarantującego prostą zastępowalność pokoleń. Oznacza to, że na koniec wieku populacja naszego kraju może się skurczyć do 10 milionów, a zdecydowana większość dzieci będzie jedynakami. Trudno mi uwierzyć w świat bez sióstr i braci. Co stracimy, jeśli te prognozy się spełnią?
„On oddycha moim powietrzem!”
Więź z rodzicem kładzie podwaliny pod sposób naszego przyszłego funkcjonowania wśród ludzi. Idziemy w świat wyposażeni w to, co dały nam wczesne doświadczenia bliskości z mamą czy tatą: czasem będzie to ufność i pewność siebie, czasem lękliwość, unikanie, wycofanie. Z tym podstawowym emocjonalnym ekwipunkiem wychodzimy spod opiekuńczych skrzydeł rodzica (początkowo na krótko, z czasem na coraz dłużej) – i napot
Zostało Ci jeszcze 85% artykułu
Oceń