Wiosna jest uwodzicielką – niepoprawną i niereformowalną. Przychodzi do nas co roku i za każdym razem udaje, że to pierwszy raz. Jakby chciała powiedzieć: Nie licz na rutynę. Życie nie zna powtórek. Nic dwa razy się nie zdarza. Wiosny nie da się potraktować rutynowo. Możesz znać kalendarz, prognozę pogody, rozpoznawać ptaki po ich śpiewie, nawet znać łacińskie nazwy kiełkujących roślin – a mimo to poddajesz się jej magicznemu entuzjazmowi. Ciało się ożywia, dusza się cieszy. Coś w nas zaczyna grać – jak u Vivaldiego.
Wiosna nie jest tylko porą roku. Jest lekcją życia – i to życia w najbardziej dosłownym sensie tego słowa. Być może dlatego, choć przeżywamy ją regularnie, i tak ją zapominamy. Co to właściwie znaczy: żyć?
Kilka dni temu usiadłem na ławce w parku – jeszcze zimowym, zmarzniętym, z resztkami śniegu zalegającymi tu i ówdzie. Obok mnie przysiadł starszy mężczyzna z psem. Wyglądali obaj jak bohaterowie Kabaretu Starszych Panów z czasów, gdy erudycji i elegancji było w świecie więcej, smycze solidniejsze, a rozmowy wolniejsze i spokojniejsze.
Pies rozłożył się w słońcu, jakby doskonale wiedział, że to już ten moment. Że można. Psychologowie często zachęcają nas do takiego wypoczywania: zająć swoje miejsce, wygodnie się w nim umościć, oddać przyjemności bycia. Właś
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń