Zdarzyło mi się kiedyś podróżować autostopem po Węgrzech. Mieliśmy z przyjaciółmi tydzień wolnego i mglisty plan dotarcia do Chorwacji, ale kiedy znaleźliśmy się w Budapeszcie, zrodziła się inna pokusa – kilka spokojnych dni nad Balatonem. Węgrzy, jak szybko się o tym przekonaliśmy, nie mają szczególnej słabości do autostopowiczów, więc szło to jak po grudzie, choć konsekwentnie kilometr za kilometrem zbliżaliśmy się do wymarzonego jeziora. Ostatni odcinek pokonaliśmy nieco już zmęczeni w towarzystwie eleganckiej, starszej pani w zielonym Tico. Szybko się okazało, że nie mówiła ona w żadnym innym języku poza węgierskim, więc nasza rozmowa zamieniła się w układ choreograficzny złożony z gestów, domysłów i życzliwych uśmiechów. A jednak – wysadziła nas dokładnie tam, gdzie trzeba.

Mamy tylko Ziemię

Lektura najnowszej – choć w oryginale wydanej już w 2013 roku – książki węgierskiego noblisty Lászla Krasznahorkaiego przywołała we mnie tamto autostopowe wspomnienie. Z każdą kolejną stroną miałem poczucie, że wprowadzany jestem w konstrukcję niezwykle zawiłą, pełną zakrętów, mroków i nagłych spięć, i że idę za autorem trochę na ślepo, nie do końca wiedząc, dokąd mnie prowadzi ani jak to się skończy. Ta pozorna dezorientacja jest zresztą, jak przypomina posłowie, cechą „węgierskiej nowej prozy” – wymagającej, hipnotycznej, gęstej, ale przy tym mocno zanurzonej w sprawach współczesnego świata.

A świat trwa jest, najkrócej mówiąc, opowieścią o świecie po końcu świata. Węgierski mistrz apokalipsy w dwudziestu jeden rozdziałach o nieregularnej długości i rozmaitych formach – od wewnętrznych monologów przez fragmenty wykładów i listów aż po klasyczne opowiadania – nie zajmuje się samym momentem katastrofy. Prowadzi nas raczej przez rzeczywistość, która już dawno się rozpadła, a my jedynie potykamy się o jej odłamki.

Jego bohaterami są ludzie mówiący bez końca, próbujący wyjaśnić samych siebie, choć każdy taki wysiłek ostatecznie okazuje się daremny. Nie potrafią wytrzymać pobytu na Ziemi, a szukając spokoju i wytchnienia po „niewypowiedzianie przytłaczającym, bolesnym i szalonym niepokoju”, który ich ogarnia, gdy tylko pomyślą o swojej sytuacji, pragną po prostu odejść. To pragnienie opuszczenia planety powraca w książce jak refren – i równocześnie staje się podstawowym problemem, bo jest to pragnienie niewykonalne. Wszak mamy tylko tę Ziemię – nic poza nią.

Opowiadania zebrane przez pisarza koncentrują się na egzystencjalnym zagubieniu. Stawia on przed nami galerię bezimiennych wędrowców, którzy próbują odnaleźć sens w świecie rozpadającym się na naszych oczach. Mamy tu historię policjanta usiłującego zaprowadzić porządek z kloszardem, mamy Nietzschego w Turynie, który płacze na widok biczowanego konia, mamy widma 11 września. To epizody, w których bohaterowie niczego nie kontrolują, a granice ludzkiej bezsilności objawiają się wobec niemożliwego do pokonania dystansu (fizycznego lub m

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2026, nr 01, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Gdzie jest Raj?
Łukasz Janik OP

urodzony w 1995 r. – dominikanin, duszpasterz młodzieży, od sierpnia 2025 roku sekretarz miesięcznika „W drodze”. Święcenia kapłańskie przyjął 31.05.2025 r. w Krakowie....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze