Samotność może być wzbogacającym doświadczeniem. Jednak to wzbogacenie nie wynika z samej samotności, tylko z właściwego, to jest mądrego, umiejętnego sposobu radzenia sobie z nią. Bo sama samotność może być niszczycielska i może doprowadzić nawet do szaleństwa.
Z bp. Erikiem Vardenem OCSO rozmawia Ewa Skrabacz
Jaki jest dźwięk samotności i jej barwa?
Dobre pytanie. Powiedziałbym, że kolor samotności to szarość, a jej dźwięk jest nieokreślony – to tylko rezonans, echo dźwięku dochodzącego z innego miejsca.
Pomyślałam o odcieniach, o półtonach – różne mogą być tonacje samotności, różna jej intensywność.
Jedną z bardzo przydatnych cech języka angielskiego jest zróżnicowane słownictwo. Ta różnorodność widoczna jest w odniesieniu do samotności i rzeczywiście pokazuje liczne jej odcienie. Można więc mówić o samotności – solitude, która nie ma negatywnego wydźwięku. Solitude jest wyborem, może być budująca. Mówimy też o samotności – aloneness, która jest bardziej neutralna, nie jest ani dobra, ani zła, nie niesie ze sobą trudnego ładunku emocjonalnego. Jest też samotność – loneliness, która ma jednoznacznie negatywny sens, kojarzy się z izolacją, z opuszczeniem, porzuceniem. O ile więc można tęsknić za samotnością przeżywaną jako solitude, to nie sposób tęsknić za samotnością oznaczającą loneliness. Swoją drogą, wiele można powiedzieć o Anglikach na podstawie tego, że tak subtelnie zróżnicowali swoje słownictwo dotyczące samotności!
Z nas dwojga tylko ojciec może to tak skomentować. A korzystając z przywołanego angielskiego bogactwa, doprecyzuję, że będziemy mówić o tej trudnej samotności, o loneliness. Nie wybieramy jej, nie życzymy jej sobie. Jest w naszym życiu gościem niechcianym. Czy mimo to może być przydatna i budująca?
Ze wszystkiego może wyniknąć dobro. Takie spojrzenie wiąże się oczywiście z bardzo specyficznym chrześcijańskim oglądem rzeczywistości. Przecież Pismo Święte pokazuje nam, że nawet ze śmierci, z grzechu, nawet ze zdrady mogą wyniknąć dobre rzeczy. Myślę więc o historiach osób, które spędziły dłuższy czas w przymusowej izolacji. Kiedy ktoś jest w takim odosobnieniu, doświadcza wymuszonej samotności. To przypadek Briana Keenana, który w książce An Evil Cradling opowiedział o porwaniu i przymusowej izolacji, której doświadczył w latach dziewięćdziesiątych. Pisze o cierpieniu z powodu samotności, ale jednocześnie zaznacza, że ono drąży w nim nową głębię. Z perspektywy czasu widzi, że ostatecznie było to wzbogacające doświadczenie. Jednak to wzbogacenie nie wynika z samej samotności, tylko z właściwego, to jest mądrego, umiejętnego sposobu radzenia sobie z nią. Bo sama samotność może być niszczycielska i może doprowadzić nawet do szaleństwa. To z tego powodu reżimy totalitarne zawsze chętnie po nią sięgają, lubią jej używać.
Cierpienie, także to spowodowane samotnością, samo w sobie nie czyni nas lepszymi, nie uszlachetnia. Możemy jednak wyprowadzić z niego sens.
Tak, możemy nadać sens takiemu doświadczeniu.
Oceń