Kiedy w 1911 roku z Luwru skradziono Monę Lisę, nie obniżyło to frekwencji. Przeciwnie – przed pustym miejscem po obrazie gromadziły się tłumy. Ta nieobecność miała dla widzów równie przejmujące znaczenie co samo arcydzieło. Dziś przed pustą ścianą ustawiłaby się może kamera.
W deszczu, pod wiatr, czyli Ścieżki życia
Film oparty na faktach. To ważne, bo w przeciwnym razie trudno byłoby uwierzyć w podobną desperację. Małżonkowie Raynor i Moth, oboje w mocno średnim wieku, wybierają się na pieszą wędrówkę wymagającym szlakiem wzdłuż angielskiego wybrzeża. To ekstremalny wybór w obliczu ekstremalnych trudności. Szlak obejmuje 630 mil mocno wietrznym wybrzeżem hrabstw Somerset, Devon i Kornwalia. W kieszeni mają akurat tyle, by nie umrzeć z głodu, na plecach namiot i żadnych doświadczeń w biwakowaniu.
Wyruszyli tym szlakiem, bo skutkiem ryzykownych spekulacji finansowych stracili dom z całym wyposażeniem. Czują się, jakby im ktoś nagle dywan wyszarpnął spod stóp. Na opuszczenie rodzinnej farmy mieli tylko pięć dni. W dodatku męża z powodu rzadkiej i postępującej choroby neurodegeneracyjnej chcą objąć opieką paliatywną w ustronnym ośrodku. I kiedy się wydaje, że całe ich życie legło w gruzach, Moth mówi do żony: Coś się wydarzy! W sensie – zły los, może nie od razu, ale się odwróci. Nie przeczuwał tylko, w jaki sposób wejdą w ten cudowny zakręt życiowy. Większy sens niż piesza wędrówka miałoby zaszycie się gdzieś w cieple i opatrzenie ran zadanych przez życie. Oni się jednak uparli, by wypróbować własną odporność na los. Ze skrajną desperacją i do końca. Tylko że Mothowi na skutek choroby trzęsą się ręce, a mięśnie sztywnieją. Wiatr gwiżdże w uszach, deszcz bębni o kaptur, a zimna mgła przenika do szpiku kości. I jeszcze ktoś szarpie płachtą namiotu, krzycząc, że ustawianie go tuż obok uczęszczanego szlaku jest grubo nie na miejscu.
W ten ocalający zakręt życiowy wchodzą niemal niezauważalnie. Najpierw otuchy dodają im te bardziej przyjemne wspomnienia: ostatecznie mają już za sobą długą drogę zaczętą od szczęśliwego życia na rodzinnej farmie z dwójką dzieci. Z czasem się okazuje, że na szlaku obcy ludzie są zdolni do wielkiej dobroczynności i ogromnego współczucia.
Poza tym żona, która z przymkniętymi oczami chłonie dźwięk
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń