Postać
fot. Jacek Hajnos OP

Kwiecień obchodzony jest jako Światowy Miesiąc Autyzmu, a 2 kwietnia przypada Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Napisałam ten tekst, by o tym przypomnieć, by obudzić naszą wrażliwość, empatię i uważność na drugiego człowieka. Bo jak mówi jedna z bohaterek tego artykułu, nie oczekuje od nas współczucia czy litości, chce jedynie akceptacji. A ona jest możliwa tylko wówczas, jeśli się wie i rozumie. Podczas niedzielnego aktu skruchy głośno mówimy o tym, że zgrzeszyliśmy między innymi zaniedbaniem. Co mamy wtedy na myśli? Brak wrażliwości i zrozumienia tak właśnie postrzegam.

Nie oczekuję współczucia ani litości. Chciałabym tylko akceptacji i zrozumienia. To bardzo boli, kiedy ktoś mi mówi, że jestem złą matką i mam niewychowanego bachora.

Pierwszą diagnozę postawił Google. Bardzo trafną. Dla Google’a było oczywiste, że to, to i to oznacza właśnie TO. Ale dopóki nikt tego wprost nie powie, dopóki pediatra uspokaja, że przecież każde dziecko jest inne, ma swoje tempo, bo to jest człowiek, wówczas przez chwilę myślisz: Ma rację. Myślisz tak, bo chcesz tak myśleć. Chcesz jeszcze na jeden dzień, może na tydzień, na jakieś nigdy odsunąć od siebie to słowo, które waży tonę albo dwie i w tej samej chwili, gdy ktoś je w końcu wypowie na głos, spada na ciebie i zmienia całe życie.

W przypadku Antka to słowo padło, gdy miał dwa i pół roku. Ale w głowie i w sercu jego mamy kiełkowało już wcześniej. Kropką nad i, chociaż w tym wypadku należałoby powiedzieć kropką nad a, były samochodziki ustawiane równo w rzędach, podzielone na kolory. Zawsze tak samo. Irena włączyła komputer, otworzyła Google’a i wpisała to wszystko, co od wielu miesięcy ją niepokoiło. Że synek nie gaworzy, że nie patrzy w oczy, że chce jeść tylko spaghetti, że zawsze chodzi tą samą drogą, że mało się odzywa. No i jeszcze te samochodziki… Słowo autyzm wyskoczyło jak lew z klatki i wyszczerzyło swoje kły. – Zawołałam męża i poprosiłam, żeby przeczytał – wspomina dzisiaj ten wieczór sprzed kilkunastu lat.

Niedługo potem umówili się na wizytę do psychiatry dziecięcego. Zaczęły się szczegółowe badania i w końcu padła diagnoza. – Byłam przygotowana na to, co usłyszę, więc nie przeżyłam szoku – mówi Irena, mama Antka.

W rodzinie Martyny słowo autyzm pojawiło się w zupełnie innych okolicznościach. Martynka była zdrową, rezolutną dziewczynką. Szybko zaczęła mówić, była niezwykle bystra. W przedszkolu w mig uczyła się piosenek i wierszyków, mądrze odpowiadała na pytania, grzecznie bawiła się z dziećmi, była dumą rodziców, ukochaną, wyczekaną córeczką, którą wszyscy się zachwycali. I nagle z dnia na dzień zaczęła gasnąć… Zrobiła się osowiała, smutna, wycofana, przestała się odzywać, siedziała czasem nieruchomo i wpatrywała się w kąt, nie interesowała się zabawkami. – Widzieliśmy, że coś się z nią dzieje, że trzeba natychmiast pójść z nią do lekarza, zacząć działać, diagnozować i leczyć. Bo przecież, jeśli jest choroba, to są na nią jakieś lekarstwa – wspomina Mirka, mama Martyny.

Najpierw była mowa o tym, że to autoimmunologiczne zapalenie mózgu – organizm zaatakował sam siebie. Potem kolejne badania, hipotezy. Mijały miesiące. I w końcu diagnoza: autyzm atypowy. – Długo się z tym oswajaliśmy, sama siebie przekonywałam, że to na pewno nie to – mówi Mirka.

U Oliwiera pierwsze sygnały po

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2026, nr 04, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Po prostu inne
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Katarzyna Kolska napisała dziesiątki reportaży i te...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze