Czytałem tę przypowieść tyle razy, że pewnie i ja przeoczyłem człowieka w rowie. Można czytać Pismo na sposób lewity i kapłana – ślizgając się po gładkich zdaniach, podczas gdy sam „szpik Ewangelii” (jak lubi mówić franciszkanin Richard Rohr) jest na marginesie. Dokładnie: ciało pobitego leży na poboczu tekstu. Ksiądz Andrzej Draguła, biorąc przypowieść o miłosiernym Samarytaninie na eseistyczny warsztat, tłumaczy, że książka jest jego osobistą niezgodą na uproszczoną lekturę Ewangelii. Przypatrując się wszystkim postaciom zamkniętym w Ewangelii Łukasza 10,25–37, podążając za nimi krok w krok, kropka w kropkę, autor dość szybko uzmysławia czytelnikowi, że przypowieść w istocie ma w sobie niewiele z charytatywności. Tak przeczytana zatrzymuje się na samej powierzchni. Można powiedzieć: na poziomie spokoju sumienia. Draguła prowadzi czytelnika dalej, na sam skraj drogi, wzdłuż pośpiesznie mijanego pobocza i na nieuczęszczane bezdroża i mówi: Patrz na pobitego człowieka, poczuj smród niemytego ciała, niech wstrząśnie tobą obrzydzenie. A gdy oczu odwrócić nie sposób, autor precyzuje: To jest właśnie ekstaza miłosiernego Samarytanina.
Draguła komentuje niemal każdą literę. Każde słowo jest przecedzone przez wszelkie możliwe sensy, każda postać – nawet zbójcy i oberżysty – przejrzana na wylot, kluczowe zaś terminy porównywane w różnych tłumaczeniach. Ekstaza miłosiernego Samarytanina nie znajduje konkurenta w lepszym, rozgrywającym się na tak wielu poziomach namyśle nad przypowieścią. Draguła przeanalizował kilkanaście wersów Ewangelii na ponad trzystu stronach własnych dociekań, wysupływania sensów, niezgody, zachwytu, autentycznego mocowania się z tekstem i równie prawdziwej bezsilności wobec słowa, które nie znosi kompromisów – to musi budzić uznanie. A z drugiej strony – jest tego dla czytelnika zwyczajnie za dużo, choć wciąż jednego brakuje (wrócę do tego na koniec). Ponieważ Draguła jest wszędzie, ja muszę wybrać drogę mniej uczęszczaną. Poboczem tekstu, tam, gdzie porzucono ciało.
Lektura pobitego ciała, analiza intensywnego tekstu
Tekst zaczyna się zupełnie gdzie indziej, niż leży ciało. Nie do końca wiadomo, o co chodzi w pytaniu znawcy Prawa, który chce wiedzieć, co powinien uczynić, aby osiągnąć życie wieczne (Łk 10,25). Pytanie samo w sobie drży z trwogi i mieni się wszystkimi kolorami życia – czuje się tu powagę docierającą na przekór mijającym stuleciom. Ale może tylko ja to tak odczytuję, może ten ciężar jest mi wyczuwalnie miły, bo jest także moim pytaniem? Wszak pytający z wersów Łukasza doskonale zna odpowiedź na zadane przez siebie pytanie. Jest przecież… no właśnie: kim? Biblia Tysiąclecia tłumac
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń