Samotność jest wtedy, kiedy człowiek budzi się rano i wie, że nikt do niego dziś nie przyjdzie. I że tak będzie też następnego dnia, i następnego. I na to jest tylko jedna rada…
Blok ma cztery piętra, stoi na jednym z osiedli z wielkiej płyty, jakich wiele w całej Polsce. Pani Halina wprowadziła się tu z mężem w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Byli tacy szczęśliwi, że mają swój własny kąt – dwa pokoje z kuchnią. To było spełnienie ich marzeń. Nie przeszkadzało im, że mieszkanie jest na czwartym piętrze, że nie ma windy. Na takie luksusy nawet nie liczyli. Wcześniej mieszkali w starej kamienicy w wynajętym pokoju z toaletą na półpiętrze. A tu własna łazienka, bieżąca woda, kaloryfery. I bardzo ładny widok z okna.
Osiedle się jeszcze budowało – powstały szkoła, przedszkole, żłobek, sklepy, poczta, ośrodek zdrowia i duży plac zabaw z piaskownicą i huśtawkami – wszystko w zasięgu ręki. – Pamiętam, jak w ramach czynu społecznego sadziliśmy przed blokiem topole i krzaki forsycji. Wszystkim zależało, żebyśmy mieli ładnie, więc każdy brał łopatę do ręki i nikt nie narzekał – wspomina pani Halina.
Ale to było sześćdziesiąt lat temu. Teraz zamiast placu zabaw są ławki, klomby i trawnik. Tylko że pani Halina może na nie popatrzeć jedynie przez okno. – Jestem jak ptak zamknięty w klatce.
Pani Halina w tym roku skończy 90 lat.
Pani Irena do swojego nowego mieszkania przeprowadziła się tuż po pandemii. Od wielu lat jest wdową, mieszkała sama na Pomorzu – córka w Poznaniu. – Gdy byłam młodsza, często jeździłam do córki i zięcia, pomagałam im w opiece nad wnukami. Oboje pracowali, mieli troje małych dzieci, więc było się przy czym uwijać. Oni też mnie dość często odwiedzali. Latem wnuki przyjeżdżały do mnie na wakacje, bo miałam ogród i lubiły tu spędzać czas. Ale dziś nie mam już siły na samodzielne podróżowanie. Gdy wybuchła pandemia, zachorowałam, córka musiała przyjechać i się mną zaopiekować. Potem złamałam nogę, trafiłam do szpitala, bo potrzebna była operacja, no i gdy wypisali mnie do domu, córka znów musiała się mną zająć. Wtedy pierwszy raz powiedziała, że powinnam sprzedać dom i przeprowadzić się do Poznania. Że znajdzie mi piękne mieszkanie w bloku z windą, na bezpiecznym osiedlu, w ładnej dzielnicy. Była niespokojna, że jestem tu sama: „Mamo, będziesz blisko nas, będziemy się często widywały, będziemy mogli cię zabrać do kina, do teatru, zobaczysz, spodoba ci się”. I tak mi wierciła dziurę w brzuchu, tak mnie namawiała, przekonywała, że w końcu uległam. Dzisiaj myślę, że to był błąd.
Pani Irena ma 85 lat.
Pan Henryk mieszka w starej kamienicy na trzecim piętrze. Kamienica jest ładna, zadbana, niedaleko jest park, więc można iść na spacer. – Bogu dzięki jeszcze jakoś sobie radzę, latem lubię wyjść posiedzieć na ławce. Ale zimą jest gorzej. Siedzieć w parku nie można, chodzić daleko nie mam siły, a jeśli jeszcze śnieg spadnie i zrobi się ślisko, to niebezpiecznie. Więc człowiek siedzi w domu i patrzy w telewizor. No bo co mam robić? Po zakupy wyjdę raz na kilka dni, czasem kolega przyjedzie, ale on ma już 80 lat, ze zdrowiem u niego różnie, więc najczęściej jestem sam. Tak mi się życie potoczyło… żona zmarła, syn mieszka w
Zostało Ci jeszcze 85% artykułu
Oceń