Nabożeństwo gorzkich żali jest dla nas, dla Kościoła, nie dla Boga. Jego cierpienia nie umniejszy to, czy będziemy w tym nabożeństwie uczestniczyli, czy nie. Zmienić się możemy jedynie my.
Snopek mirry z Ogrodu Gethsemańskiego – tak pierwotnie brzmiał tytuł nabożeństwa, które dziś od pierwszych jego słów znamy jako Gorzkie żale. Snopek w języku polskim epoki baroku to nie tylko pęk zboża, ale też wiązka czegoś, na przykład kart, także zbiór wierszy czy modlitw. Mirra natomiast, jako jeden z darów królewskich dla Chrystusa (obok kadzidła i złota), zapowiadała przyszłe cierpienie, była przecież składnikiem maści do balsamowania ciała zmarłego lub też składnikiem napoju kojącego ból, jak czytamy w Ewangelii według Świętego Marka: „Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął” (Mk 15,23). W przenośni ten oryginalny tytuł wskazuje, że jest to zbiór tekstów wyrażających gorycz i żal po zmarłym Zbawicielu. Wydawać się może, że dawny tytuł nic więcej nam nie mówi o tym nabożeństwie, ale jeszcze do niego wrócimy.
Pobudka
Gorzkie żale to nabożeństwo sprawowane jedynie w Polsce. W różnych częściach kraju celebruje się je z różną intensywnością. Istnieją parafie, w których na gorzkie żale nie przychodzi prawie nikt, ale są i takie miejsca, gdzie udział wiernych w nabożeństwie jest na tyle liczny, że w niedzielnym grafiku trzeba zaplanować dwie pory celebracji.
Gorzkie żale pierwszy raz sprawowano 13 marca 1707 roku w Kościele Świętego Krzyża w Warszawie, a ułożył je misjonarz ks. Wawrzyniec S. Benik. W mojej rodzinnej parafii na Mazowszu gorzkie żale są oczywiście odprawiane, ale uczciwie muszę przyznać, że w młodości nigdy w nich nie uczestniczyłem.
Może to i dobrze, bo dzięki temu mogłem je poznać od razu w sposób bardziej dojrzały, a modlitwa trafiała stopniowo w różne obszary mojej wrażliwości
Zostało Ci jeszcze 85% artykułu
Oceń