Syr 24,1–2.8–12 / Ps 147B / Ef 1,3–6.15–18 / J 1,1–18
[4 stycznia 2026 / II niedziela po Narodzeniu Pańskim]
Zdaje nam się, że czas biegnie z ustalonej przeszłości w niepewną przyszłość. Nie wiemy, co przyniesie jutro, ale doświadczenie nauczyło nas, że osiągnięcia wymagają czasu; że to, co wielkie, jest poprzedzone tym, co małe. By nauczyć się obcego języka, potrzeba wielu miesięcy. Żeby zdobyć wykształcenie, potrzeba lat, a jeszcze więcej, by zdobyć potrzebne w życiu doświadczenie. Osiągnięcie wiąże się z czekaniem na to, co ma nadejść, czego jeszcze nie ma i co wymaga wysiłku. To, czym dysponujemy – jak choćby właśnie zdolność mowy – wymagało milionów lat ewolucji życia organicznego i miliardów lat ewolucji wszechświata. A jednak nikt lepiej niż my nie pojmuje kruchości wszystkiego, co upływ czasu nam oferował.
Jak więc my, ludzie epoki rozwoju i zniszczenia, mamy uwierzyć, że „Na początku było Słowo”? Że – jak mówi mądrość – „Przed wiekami, na samym początku mnie stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę”? Że Bóg i Ojciec „wybrał nas przed założeniem świata”?
Słowo Boże nawraca nasze myślenie. Strzałka czasu nie biegnie w ciemną i chłodną przyszłość. Bieg dziejów nie jest ciągłym rozrzucaniem gwiezdnego pyłu w otchłań niepewności. Czas jest drogą powrotu do tego, co było na początku. To, co nadchodzi – Ten, na którego czekamy, jest Tym, który był na początku. Czas jest powrotem do tego, przez którego wszystko się stało. Choć jeszcze czekamy, wiemy, że „Ten, który po mnie idzie (…) był wcześniej ode mnie”.
Oceń