Ukraiński bp Mikołaj Łuczok OP gościł w Polsce, głosząc rekolekcje wielkopostne, w dniach 15-18 marca 2026 r.
Polskie Radio, polskieradio.pl, WAŻNE SPRAWY/Jan Pniewski:
Mamy cztery lata wojny w Ukrainie. Dla milionów ludzi to jest codzienność — życie w napięciu, w niepewności, często w cieniu strachu. Najczęściej patrzymy na to przez bieżące wydarzenia, o których myślimy w kategoriach geopolitycznych i strategicznych. W rozmowie chcemy spojrzeć na Ukrainę od strony człowieka, na to, co ta wojna robi z jego nadzieją, z jego relacjami, z jego sposobem przeżywania życia… Gościem jest bp Mikołaj Łuczok – ordynariusz diecezji mukaczewskiej obrządku łacińskiego.
Zapraszamy do WYSŁUCHANIA rozmowy.
TVP 3, Rozmowa Dnia, ks. Wojciech Nowicki:
Zapraszamy do OBEJRZENIA rozmowy.

Nagranie 3-dniowych rekolekcji z udziałem biskupa Mikołaja Łuczoka OP, 16-18 marca 2026 r.:
Zapraszamy do POSŁUCHANIA rekolekcji.

„Przewodnik Katolicki” (nr 15/2026), Miłosierdzie to miłość wobec człowieka zranionego. Z bp. Mikołajem Łuczokiem OP rozmawia ks. Wojciech Nowicki:
Na czym polega miłosierdzie Boga do człowieka spełniać uczynki miłosierdzia, zwłaszcza wobec wroga? Jak mówić o przebaczeniu, gdy wciąż dzieje się krzywda? Z bp. Mikołajem Łuczokiem OP, ordynariuszem mukaczewskim.
Jezus mówi: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” ( Łk 6, 36). Co to właściwie znaczy?
Moje zawołanie biskupie to miłosierdzie. Miłosierdzie jest mi bardzo bliskie. Ale trzeba najpierw rozróżnić między miłością i miłosierdziem. Bóg jest miłością. Miłość to jest czysta, gdzie międzynami nie ma przeszkód, nie ma zranień. Na początku była miłość. Wyszła ona ze strony Boga i w niej było wszystko stworzone, żeby bez przeszkód obdarowywać jeden drugiego. Czyli możemy powiedzieć, że w Trójcy Świętej jest miłość. Miłość nie ma potrzeby miłosierdzia. Miłosierdzie to jest miłość skierowana do osoby zranionej, do zranionego świata. pomsty mówimy o miłosierdziu, to jest to miłość, która jest zawsze miłością i nie odrzuca człowieka zranionego, bo skierowuje siłę, energię, żeby tego zranionego odnaleźć, nie odwrócić się od niego, ale wyczekiwać, aż wróci. Nasuwa się tu obraz ojca miłosiernego, który czeka na powrót syna. Ale też nie odrzucić tego, który jeszcze nie chce przyjść – to jest obraz starszego brata.
Tu musimy wspomnieć przypowieść Jezusa o Samarytaninie, który się zatrzymuje przy zranionymi robi to, co jest w zasięgu jego możliwości.
To jest bardzo ciekawy moment w miłosierdziu, że miłosierdzie robi swoją część. Możemy obrazowo ująć to w taki trójkąt, w który wpisane są trzy trójkąty. Jest Boże miłosierdzie, jest moje miłosierdzie skierowane na to, żeby przyjąć miłosierdzie i być miłosiernym dla siebie. Jest miłosierdzie mego otoczenia. Pełnia miłosierdzia jest wówczas, gdy te trzy części działają. Jeśli brakuje jakiegoś elementu, nie ma miłosierdzia w pełni. Gdy starszy brat nie potrafi zaakceptować powrotu młodszego brata, nie ma tam pełni uzdrowienia. Miłosierdzie to jest miłość nakierowana na uzdrowienie. Żeby uzdrowienie było pełne, potrzeba, żeby wszystkie części wykonały swoją część. I Boże miłosierdzie to jest skierowanie wysiłku Bożego do tego, żeby zranionych odnaleźć, przeprowadzić, uzdrowić, uwolnić. Miłosierdzie to jest takie działanie, które jest skierowane na powrót, czyli na działanie, żeby do tej – pełni dążyć, w niej żyć i innych do tej pełni potem zapraszać.
Na przykład, w moim przypadku jaki sens ma moja posługa biskupia, czy to administracyjna, czy to kaznodziejska, czy to sakramentalna? Onanie miałaby sensu, gdyby nie było ludzi zranionych, oderwanych od Boga. Cała administracyjna struktura nie ma sensu, jeżeli ona nie miałaby pomagać ludziom wrócić do Boga. Cały nasz celibat nie ma sensu, jeżeli nie jest poświęcony temu, żeby pomóc ludziom wrócić do Boga.
Cały sens posługi kapłańskiej, w ogóle sens Kościoła, polega na tym, żeby być miejscem miłosierdzia. Tu Pan daje nam samego siebie, daje nam siebie w sakramentach, we wspólnocie ludzi, daje środki, które pomagają nam wyjść i szukać ludzi, by ich przygarnąć. Więc miłosierdzie to jest taki centralny aspekt Bożej działalności wśród nas.
Wydaje się, że miłosierdzie łączy się przede wszystkim z przebaczeniem grzechów i z krzyżem. Czy nie zredukowaliśmy trochę tajemnicy miłosierdzia Bożego? Pamiętam z patrystyki, że ojcowie Kościoła upatrywali miłosierdzia Bożego we Wcieleniu Chrystusa. – Jeżeli ktoś tak patrzy, to jest zredukowanie. Wcielenie jest aktem miłosierdzia. Całe życie Jezusa jest aktem miłosierdzia.
Jednym z aktów miłosierdzia jest głoszenie, nauczanie. Przeczytałem kiedyś u bł. Humberta z Romans, dominikanina, że głoszenie jest sposobem miłosierdzia. Czasami u nas, dominikanów, jest takie poczucie, że nie karmimy biednych, nie chodzimy po dworcach ani hospicjach, nie widać nas w więzieniach, bo jesteśmy zajęci głoszeniem; ale właśnie – jeżeli popatrzymy na działalność Jezusa, to On w pierwszym rzędzie jest skierowany na to, żeby zanieść innym dobrą nowinę. Głoszenie to nie techniczna czynność, mówienie formuł, ale to jest dawanie doświadczenia miłości miłosiernej tym ludziom, z którymi dzielę się słowem.
Na przykład mój przyjazd do Polski w marcu, na zaproszenie Wydawnictwa W drodze, te wszystkie wywiady, rekolekcje, to jest miłosierna miłość, którą mi Pan Bóg powierzył, w której On może przeze mnie działać. I kiedy jest takie nastawienie, to w momencie gdy wyjeżdżam, nie zostawiam diecezji porzuconej, ale. idę tam, gdzie mnie Pan prowadzi, bo w końcu mam być posłusznym Duchowi Świętemu, a nie strukturze. I tu jest, ten moment bardzo mocny, zawsze mnie to uderza, ten fragment, kiedy Jezus po uzdrowieniu, nauczaniu wielu ludzi w synagodze, uzdrowieniu teściowej Piotra rano idzie na modlitwę, Piotr potem biega, szuka Go i mówi: Wszyscy Cię szukają, a Jezus mu mówi: Idziemy w inne miejsce, żeby tam nieść dobrą nowinę. Czyli zostawia chorych, opętanych, wielką grupę ludzi i nie ma wyrzutów sumienia. Dlaczego ichnie ma? Ponieważ kieruje się nie chwilową potrzebą ludzi, a tym, gdzie Go skierowuje Ojciec; po modlitwie ma rozeznanie, że ma iść w inne miejsca i tam zanieść dobrą nowinę.
Głębia cierpienia człowieka jest w niewiedzy dobrej nowiny. Kiedy człowiek wie, że jest ukochany, że Pan go nie zostawił, że daje mu wszystkie środki miłości miłosiernej na co dzień co; i kiedy to człowiek słyszy i słuchając nauczania Jezusa, uczy się, jak przyjmować te środki miłosierdzia, to czasem jest to ważniejsze nawet niż nakarmić głodnego czy ubrać nagiego. Możesz nakarmić i zostawić, możesz ubrać i zostawić, ale człowiek będzie cierpiał, bo nie dowiedział się, że jest ukochany. I głoszenie dobrej nowiny, że jest się ukochanym i że Jezus nie zostawia człowieka, jest ważniejsze od wszystkich innych ofiar całopalnych i innych aktów wyrzeczenia.
Przyszła mi na myśl scena z raju po grzechu, jest Pan mówi do pierwszych ludzi, że ich nie zostawi, l że tu właściwie idzie o relacje.
Bóg jest Bogiem, który od początku ma strategię wyciągnięcia ludzi z tego, w co oni sami wpadli, bo sprawiedliwość polega na tym, że jest reguła przyczynowo – skutkowa: jak ty się odwrócisz od źródła, to ponosisz tego skutki. Pan Bóg nie przeczy sam sobie. Jak dał wolność człowiekowi, nigdy wolności tej nie zabierze. Jeżeli człowiek w swojej wolności robi coś, co go rujnuje, On nie może powstrzymać. Ale zarazem go nie zostawi w tym, co ten zepsuł.
To jest właśnie niesamowite ze strony Bożej, że On nie odwraca się ani na chwilę od żadnego człowieka, ani od tego świata. Bóg się nie wyrzeka człowieka grzesznego – czego by on nie zrobił. Z jednej strony Jezus na krzyżu. mówi: oprócz, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią; a z drugiej odwraca się ani od Piotra, ani od Judasza, ani nawet od zbrodniarza, który na krzyżu Go przeklina. To nie On się od nich odwraca, a oni się odwracają Niego. Dlatego do Boga można się zwrócić, bo On jest zwrócony do nas. Tego doświadcza tak zwany dobry łotr. Nie ma takiej chwili, kiedy by Pan Bóg nie dał doświadczyć swojej miłosiernej miłości jakiemukolwiek człowiekowi na świecie. Gdy to zrozumiałem, poczułem uwolnienie od jakiegoś lęku, niezwykły podziw tego, jakim On jest, i bycia pośrednikiem tej Jego nieustającej i niczym nieograniczonej miłosiernej miłości.
Dam prosty przykład. Oglądamy wiadomości. Mój świętej pamięci tata nieustannie je komentował, bardzo emocjonalnie. Mówił, kto i co ma robić. Wyzywał. Pytam się, gdzie jest ta płynność błogosławieństwa dla kogokolwiek? I tu jest moment miłości miłosiernej do nieprzyjaciela. To jest miłości miłosiernej, kiedy zaczynam rozumieć, że ten sam zbójca, który popełnia największe zbrodnie na świecie, który jest narzędziem zła, zło go przenika, jednocześnie jest kochany przez Boga, ponieważ Bóg się nie zgadza na zło, jakie on czyni, ale nie przekreśla możliwości jego zbawienia. Sprawiedliwość polega tym, że jeżeli ten człowiek się nawróci, nawet w ostatniej chwili swego życia, Bóg go przyjmie. Jezus mówi, że będą wybaczone wszystkie grzechy. Jedyny grzech, który człowiekowi. nie będzie przebaczony, to jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu. A grzech przeciwko Duchowi Świętemu to odrzucenie Bożego Miłosierdzia.
Miłosierdzie polega na tym, że człowiekowi nie odbiera się możliwości zbawienia. Bóg tego nie robi i prosi mnie o to, żebym nie odebrał jakiemukolwiek grzesznikowi możliwości zbawienia i nawrócenia.
Mielibyśmy błogosławić zbrodniarzowi, ludobójcy?
Myślę, że wielu raczej życzy mu śmierci niż błogosławieństwa. O co chodzi w błogosławieństwie? Pan mówił: „Błogosławcie, a nie przeklinajcie”. Czy życzenie śmierci jest złym życzeniem? Święci modlili się o dobrą śmierć. Jest różnica między życzeniem śmierci a piekła. W tym zawiera się odebranie człowiekowi możliwości zbawienia. Diabeł życzy sobie, by w piekle było jak najwięcej ludzi. My tego sobie nie powinniśmy życzyć. Bóg mówi: módlcie się za wrogów. Modlitwa za wroga może być różna: Panie, powstrzymaj go, nawróć go, zabierz mu siłę, żeby nie czynił zła. Modlitwa ma być szczera! Trudność polega na tym, kiedy człowiek nie potrafi z powodu bólu czy cierpienia wnieść tej perspektywy w swoją relację do wroga. Nie można zmuszać kogoś do tego, żeby modlił się za swego oprawcę, jeżeli on do tego nie dojrzeje. Zrozumiałem, będąc w środku cierpienia, śmierci, że nie wolno rzucać, jeżeli ich nie rozumiem. Łatwo jest rzucić komuś cytatem z Pisma Świętego, Ale to nie o to chodzi. Niedawno jeden z weteranów wojennych, bardzo pokaleczony, zapytał mnie, jak można przebaczyć wrogom, którzy kontynuują zabijanie i prowadzą dalej wojnę. Zrozumiałem to dla siebie tak, że jest różnica między przebaczeniem i miłością do wroga przebaczenie następuje w momencie, kiedy krzywda się skończyła – czyli możemy mówić o przebaczeniu czegoś już się wydarzyło. W momencie kiedy to się wydarza, nie może być przebaczenia, ponieważ nie ma materii. Jest relacja przemocy. Tu jest możliwa modlitwa: Panie Boże, daj mi siły, daj mi mądrość, obroń mnie, weź pod Twoją władzę, oddaję Tobie siebie, nawróć mojego wroga, zatrzymaj mojego, odbiorcy mu siły – czyli to jest modlitwa za wroga. Ale to jeszcze nie jest czas na mówienie o przebaczeniu albo o pojednaniu. Czasem niektórzy robią paralele do listu biskupów polskich i niemieckich o wzajemnym przebaczeniu krzywd. Pamiętam, jak trudne było dla nas do zrozumienia, gdy papież Franciszek zaproponował, aby podczas drogi krzyżowej w Koloseum w 2022 roku stały obok siebie Ukrainka i Rosjanka. Dla nas to nie był ten czas. To było zbyt wcześnie, to było zbyt bolesne. Wydawało się nam, że papież nie rozumie naszego bólu. Alenie wykluczam, że on był wówczas pod natchnieniem Ducha Świętego. Z mojej perspektywy o pojednaniu będziemy mogli mówić może za dziesięć, może za dwadzieścia lat po skończeniu wojny. Symbole muszą być adekwatne do rzeczywistości, w której dzieje się przemoc. Dlatego modlić się za wroga trzeba już teraz, trzeba próbować przebaczyć, ale o pojednaniu nawet nie może być mowy.
Czasami ludzie mówią, że mają trudność z przebaczeniem, ale polega ona na tym, że tego „nie czują”. Wracają wspomnienia, pamięć o doznanych krzywdach, minionych wydarzeniach i wydaje się ludziom, że przez to wciąż przebaczyli. Czym więc jest przebaczenie?
Przebaczenie jest procesem długim. W niektórych wypadkach jakieś wydarzenie może trwać, 20, 30 i więcej lat. Tu polecam książkę Edith Eger Wybór. Autorką Węgierka z Koszyc, Żydówka, która była i wtrącona do obozów koncentracyjnych. W książce opisuje dziesiątki lat procesu uzdrowienia i przebaczenia. Przebaczenie to jest droga. Pierwszy krok na tej drodze to jest decyzja, bo na początku są uczucia, które się sprzeciwiają temu, jest ogromny ból, chęć i nienawiść. Ale trzeba zrozumieć, że ból, pomsta i nienawiść rujnują człowieka. Wybór polega na tym, że na drodze przebaczenia w pierwszym rzędzie zwracam się z miłosierną miłością wobec samego siebie. Czyli chcę się zatroszczyć o to zranienie, które noszę w. Dopóki nie ma zrozumienia, nie ma motywacji do przebaczenia. W tej decyzji przebaczenie jest łaską. Bez łaski człowiek nie ma siły przebaczyć. Bez pomocy Bożej nie ma przebaczenia, ponieważ bez łaski funkcjonujemy na poziomie minimum: „ząb za ząb, oko za oko”, albo jeszcze bardziej radykalnie: „zabiłeś mi kogoś, ja ci wytnę całą wioskę”. To jest działanie bez łaski. Potrzebujemy zwrócenia się do Pana: Pomóż, daj mi łaskę przebaczyć!
I tu są różne techniki. Jest pięć etapów uwolnienia opisanych przez Neala. Są całe serie jego książek. Albo program dwunastu kroków. W czwartym kroku robi się ” inwentaryzację” wszystkich ludzi, wobec których trzyma się jakieś urazy, którym jeszcze się nie przebaczyło. Dobrze to oddaje angielskie słowo resent ment ( jest wrogości, zazdrości i głębokiego niezadowolenia skierowane do kogoś, kogo uważa się za odpowiedzialnego za własne niepowodzenia). Czyli wciąż powracająca pamięć krzywdy, która sprawia, że wciąż żyję w krzywdzie, choć wydarzenie już się zakończyło, ale jaje przeciągam w sobie, ciągle ją wspominając tego trzeba opłakać swoją krzywdę, trzeba przeżyć ból. Tu jest na przykład pięć etapów przeżywania straty. Kiedy człowiek coś traci, musi przejść przez kolejne etapy gniewu i odżałowania. Elementem tego jest modlitwa – rozmowa z Bogiem o swojej krzywdzie i bólu, o swoim cierpieniu. Dopiero w kolejnym kroku może przyjść doświadczenie ulgi, wewnętrznego uświadomienia sobie, że doświadczenie krzywdy we mnie się skończyło. Dlaczego mówimy o przebaczeniu jak o czymś, z czym możemy pracować, kiedy sama krzywda już się skończyła. Przebaczenie związane jest z pracą ze zranieniem. A rany trzeba opatrywać. I toteż jest proces. Każde zranienie ma pewną ilość energii, którą mu poświęcić jest zawsze sprawa bardzo indywidualna. Dlatego nie ma czegoś takiego jak ogólne przebaczenie w imię Jezusa. Takie coś może mi pomóc wyrwać się z ciemności nienawiści, ale proces uzdrowienia wewnętrznego jest zawsze zindywidualizowany.
Widzę po sobie, jak w perspektywie drogi przebaczenia staję się bardziej wrażliwym na innych, mniej skłonnym, by ich krzywdzić, bo wiem, czym jest krzywda. Znam to doświadczenie i wiem, jak trudny jest proces uzdrawiania. Przejście taki proces daje narzędzia, jak pomagać innym ludziom. Takim lakmusowym papierkiem, potwierdzającym, że szedłem drogą przebaczenia, jest przestawienie myślenia – nadaję nowy sens temu doświadczeniu i nowy sens swojemu życiu w świetle tego cierpienia, które przeżyłem.
Pojednanie z tym wydarzeniem jest ostatnim etapem. Widzę zranienia, wspominam o tym, ale one już są uzdrowione; gniew i te wspomnienia już mnie nie rujnują.
Jak mówić o miłości, także miłości nieprzyjaciół, miłości jeden drugiego, w tak trudnym kontekście, jakim jest wojna na Ukrainie, gdzie każdego dnia spadają bomby?
Me trzeba mówić! Wspomnijcie sobie, jak się zachowywali przyjaciele, kiedy przyszli go cierpiącego. Siedem dni siedzieli przy nim i milczeli. Tam, gdzie jest wiele cierpienia, rzucanie fraz książkowych albo próba radzenia człowiekowi, nie mając konkretnego doświadczenia albo nie mając natchnienia, nie działa. Może zwiększać przepaść.
Przypominam niektórych kaznodziejów, którzy mówili o przebaczeniu, ale wywołało to oburzenie, bo – choć mówili poprawnie, zgodnie z Ewangelią – nie wyczuli czasu ani miejsca, nie zrozumieli sytuacji. Spotkali się więc z niezrozumieniem.
My, na Ukrainie, jesteśmy bardzo na autentyczność, ponieważ to całe cierpienie na tyle oczyściło nas z pozerstwa, że bardzo szybko wyłapujemy, kiedy ktoś mówi z serca, z doświadczenia, autentycznie, a kiedy czysto technicznie. Ta wrażliwość zrodziła się powodu traumy jako owoc egzystencjalnego trzęsienia. Relacja i słowo muszą być adekwatne do sytuacji. I wtedy jest to prawdziwe, prawda? Tomasz z Akwinu mówi: vertras est adaequario rei et intellectus – prawda jest zgodnością rzeczy i poznania, które w działaniu dochodzą do adekwatności. Dlatego mówienie o miłości wroga ma nastąpić tylko wtedy, kiedy ma nastąpić, nie wcześniej.
Co najbardziej niszczy relacje między nami?
Pozerstwo. Bo relacja to jest podmiot – podmiot. Bardzo szybko wyczuwam, kiedy jestem dla kogoś przedmiotem, a nie podmiotem. W świecie jest bardzo dużo przedmiotowego podejścia, które niszczy relację. Człowiek chce drugiego używać. Mimo to dobrze jest człowieka nie przekreślać.
Oceń