Wszystko jest wypisane na twarzy
fot. k b / UNSPLASH.COM

Wszystko jest wypisane na twarzy

, 0 recenzji

Kiedy po zdolnego zawodnika zgłasza się znany klub z Europy i oferuje za niego półtora miliona euro, to niewielu prezesów się zastanawia. Kto by nie chciał mieć sześciu milionów złotych w kieszeni?

Roman Bielecki OP: Kapliczka przy wjeździe do domu to pana dzieło?

Antoni Piechniczek: Jej powstanie ma swoją historię. Najpierw był Chrystus Frasobliwy, który stoi na półce w przedpokoju. Pomyślałem kiedyś, że gdyby był większy, to by się świetnie nadawał jako przydrożny towarzysz dla kuracjuszy z pobliskich domów wczasowych, którzy przechodzą obok naszego domu, idąc na Trzy Kopce, Skrzyczne albo Baranią Górę – najważniejsze szczyty Beskidu Śląskiego. Potem przeczytałem u założyciela skautingu Roberta Baden-Powella zdanie, które bardzo mi się spodobało: „Życie jest grą, świat boiskiem”. Ustawiłem figurę Chrystusa, opatrzyłem tabliczką z tym hasłem i dodałem od siebie puentę: „A Bóg sędzią”, bo pomyślałem, że to pasuje do całości.

Wiara pomaga w pracy sportowej?

Dodaje życiu realizmu. Człowiek wierzący nie powinien myśleć, że jeśli się pomodli, to zaraz będą się działy same cuda i wszystko pójdzie jak z płatka. Gdy człowiek gra w piłkę, to prosi o to, żeby wyjść z gry cało, żeby mu nóg nie połamali albo żeby nie został kaleką na całe życie…

A o wygraną można się modlić?

Różnie bywa. Przeciwnicy też się przecież o nią modlą (śmiech). Najlepiej na ten temat powiedział kiedyś Ojciec Święty Jan Paweł II. W 1984 roku byliśmy z reprezentacją na prywatnej audiencji w papieskiej bibliotece. Kiedy spotkanie dobiegało końca, Włodek Smolarek podszedł do Ojca Świętego, trzymając dwie piłki: na jednej były nasze autografy, druga była czysta. Oddając tę z autografami, powiedział: Ojcze Święty, to na pamiątkę spotkania z nami, będziemy wdzięczni, jeśli Ojciec ją gdzieś schowa. A tę bez autografu proszę pobłogosławić, żeby podczas gry zawsze wpadała do bramki przeciwnika. Ojciec Święty się uśmiechnął i powiedział: Synu, to ja już lepiej pobłogosławię was, bo piłka nożna rządzi się swoimi prawami.

Na przykład pewną dyscypliną.

Zasady wpoiła mi babcia, bardzo religijna kobieta, należąca do trzeciego zakonu franciszkańskiego. Kiedy chodziłem do technikum, w którymś momencie chciałem zrezygnować z nauki, bo miałem poczucie, że ja się do tego nie nadaję. Babcia zarządziła wtedy, żebym rozpoczynał dzień od mszy świętej, wracał do domu na śniadanie, a potem miał czas na przejrzenie szkolnych zeszytów. Msza była o szóstej, a lekcje o ósmej. I tak to przez lata funkcjonowało. Byłem dobrze zorganizowany. Wracałem z technikum, jadłem obiad, wsiadałem na rower i pędziłem na trening. Jeśli nie miałem treningu w klubie, to jechałem do lasu, żeby indywidualnie poćwiczyć. P

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się