Powinniśmy popracować nad zmianą społecznego nastawienia do osób transseksualnych, by spojrzeć na ich zmaganie nie jak na fanaberię, ale na dramatyczne poszukiwanie własnej tożsamości.
Roman Bielecki OP: Czy autor biblijny, pisząc, że na początku Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, popełnił błąd?
ks. prof. Piotr Morciniec: Nie, to prawdziwe zdanie. Jego celem było pokazanie, że człowiek jest odbiciem Pana Boga w tym wszystkim, co dobre. Natomiast brakuje w nim tego, z czym stykamy się współcześnie – przypisu u dołu tekstu, że w boskiej harmonii mogą się pojawić różne zaburzenia.
Tego dotyczy problem transseksualizmu?
To sprawa tożsamości seksualnej. Z jednej strony mamy orientację seksualną, w której wyróżniamy homo-, hetero- i biseksualizm. Z drugiej strony to, jak sam siebie seksualnie odbieram i jak mnie seksualnie postrzega społeczeństwo. Transseksualizm nie tworzy oddzielnego gatunku człowieka. To zaburzenie w pierwotnie stworzonej harmonii.
Czyli, jak rozumiem, może dojść do sytuacji, w której ktoś doświadcza swojej seksualności w sposób odmienny od tego, w jaki widzi go społeczeństwo?
Tak, choć społeczeństwo ma obiektywne podstawy do tego, by traktować taką osobę w określony sposób, bo ma ona konkretne ciało i fizjologię.
Z czego to wynika?
Definicja Światowej Organizacji Zdrowia mówi, że transseksualizm nie jest chorobą, ale zaburzeniem behawioralnym i umysłowym. Ta definicja nie dotyczy tych, którzy posiadają defekty fizyczne, anomalie ciała albo choroby psychiczne. Osoby transseksualne są jednoznacznie zdefiniowane w sensie płci biologicznej, natomiast w sensie psychicznym nie są w stanie zidentyfikować się z tą płcią.
A na poziomie genetycznym?
Posiadają chromosomy XX albo XY, czyli określoną płeć, jednoznaczne cechy fenotypowe (wzrost, kolor włosów, kolor oczu, grupę krwi, sylwetkę), a także gonadalne (czyli określone gruczoły płciowe). Gdybyśmy przyjęli, że ktoś ma te cechy w sobie pomieszane, to mielibyśmy przypadek obojnactwa. A my mamy do czynienia z ludźmi, którzy są jednoznaczni we własnej płci, patrząc od strony wyglądu zewnętrznego.
I tu pojawia się problem…
Bo mamy do czynienia z pęknięciem osoby, w sensie rozbicia jedności ciała i psychiki, które manifestuje się na poziomie psychicznym. Osoba transseksualna mówi, że owszem ma ciało, ale ono nie jest jej i ona go nie akceptuje. Dramat polega na tym, że bez względu na zaproponowane rozwiązania, które próbują potraktować ciało oddzielnie, a psychikę oddzielnie – mężczyzna transseksualny zawsze pozostaje genetycznie i gonadalnie mężczyzną, a kobieta – kobietą.
Od kiedy mówimy o transseksualizmie?
Problem istnieje od dawna, natomiast społecznie długo był przemilczany i nie wolno się było do tego przyznawać. Przez lata dopuszczano tylko dwie kwalifikacje seksualne i jeśli komuś się wydawało, że jest kimś innym, był traktowany jak osoba chora psychicznie i piętnowany. To była cenzura społeczna bardzo mocno ubezwłasnowolniająca cierpiącego człowieka. Na szczęście dziś widzimy sprawę głębiej.
Czy możemy podać jakieś przyczyny tego fenomenu?
Raczej nie mamy twardych danych. Dyskusja o przyczynach jest, niestety, często ideologizowana, uwikłana w subiektywne doświadczenia takich osób, ale też w społeczną stygmatyzację i nieufność wobec problemu. Moim zdaniem, choć myślę, że jestem w stanie pokazać również uzasadnienie w literaturze przedmiotu, dramatycznie się sypią relacje emocjonalne, zwłaszcza rodzinne, co w niedalekiej przyszłości będzie prawdopodobnie skutkowało za
Zostało Ci jeszcze 85% artykułuWykup dostęp do archiwum
- Dostęp do ponad 7000 artykułów
- Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
- Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Oceń