Spętani
fot. k b / UNSPLASH.COM

W imię „miłości” jesteśmy w stanie unieść tony upokorzeń, trudnych sytuacji, cierpienia, z nadzieją, że wreszcie przyjdzie ta prawdziwa miłość.

Mika Dunin: Miłość jest pewnym ideałem, czymś, o czym marzymy. Co mamy na myśli, mówiąc, że ktoś się uzależnił od miłości?

ks. Grzegorz Kudlak: To znaczy, że w niewłaściwy sposób radzi sobie z pewnym deficytem, który sięga bardzo głęboko. Niezwykle celną definicję znalazłem w preambule wspólnoty Dorosłych Dzieci Alkoholików: „Uwierzyliśmy, że jesteśmy nie w porządku”. Coś powoduje, że dziecko żyjące w chaosie toksycznego, dysfunkcyjnego domu, zaczyna wierzyć, że to ono jest przyczyną tego chaosu. „Zostaliśmy pozbawieni naszej autentycznej tożsamości i zaczęliśmy szukać sposobów na dobre samopoczucie”. Jednym ze sposobów jest znalezienie akceptacji. Skoro nie dostałem jej w domu, w rodzinie, zaczynam szukać na zewnątrz. „Chociaż wyglądamy jak dorośli, nadal zachowujemy się jak dzieci i pozwalamy, aby inni mieli wpływ na nasze myślenie o sobie, poczucie własnej wartości i nasze szczęście”. Osoby uzależnione od miłości pozbawione są decyzyjności i wpływu na własne życie. Marzą, by wejść w relację, która zapewni im tę akceptację i da spełnienie. Nie używają substancji uzależniającej, ale wchodzą w związek i wydaje im się, że w tym momencie łapią Pana Boga za nogi. Teraz już będzie dobrze, bezpiecznie.

Są uratowani?

Tak! W każdym razie do czasu.

Czy uzależnienie od miłości można porównać do jakiegoś innego uzależnienia? W jakim obszarze będziemy się poruszać?

Na pewno w obszarze cierpienia. Szukając wspólnego mianownika uzależnień, dochodzimy do rodziny, w której mogli się wychować tacy ludzie. I niekoniecznie znajdziemy tam ewidentne braki – te rodziny mogły być pełne, zadbane, na oko zgodne, ale w obszarze emocjonalnym panował spory deficyt.

Uzależnienie jest więc efektem jakiejś wyrwy, z którą trzeba sobie poradzić, bo jest dotkliwa?

Przyjęcie do wiadomości, że zdarzyło się coś, co nas naznaczyło, jest bardzo długim procesem. Jeśli wchodzi się w dorosłe życie z jakimś poważnym deficytem, to jednym z objawów jest pokusa, żeby w nowym związku, który zazwyczaj na początku jest wyidealizowany, znaleźć ratunek i wypełnić wszystkie dotychczasowe braki. Założenie emocjonalne jest szczere – „chciałbym” – ale niemożliwe w praktyce do zrealizowania.

Dlaczego?

Bo nieświadomie odtwarzamy scenerię z dzieciństwa, w której będą się mogły pojawiać dawne bolesne odrzucenia.

Czy osoba uzależniona od miłości „wybiera” sobie kogoś, kto będzie ją źle traktował?

Spotkałem się z różnymi konstelacjami takich relacji. Czasami – nieświadomie – dobieramy się tak, by się uzupełniać deficytami, a czasami – przyuczamy partnera do tego, by prowadził nas i związek do destrukcji.

Sami na siebie sprowadzamy nieszczęście?

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się