Sens tego, co czynisz

Sens tego, co czynisz

Człowiek stworzony na podobieństwo swego Stwórcy wezwany jest do przemieniania rzeczywistości. Oznacza to dostrzeganie Boga w świecie, w historii, we własnym życiu i świadome, dynamiczne przybliżanie się doń.

Twoją miarą nie jest twoja praca. Twoją miarą nie są pieniądze, które masz w banku. Twoją miarą nie jest samochód, którym jeździsz. Twoją miarą nie jest zawartość twojego portfela. Twoją miarą nie są pieprzone kolory. Jesteś rozśpiewanym, roztańczonym odpadkiem tego świata.

z filmu Fight Club (Podziemny krąg)

Mikołaj Bierdiajew, Sens twórczości. Próba usprawiedliwienia człowieka, tłum. Henryk Paprocki, Antyk, Kęty 2001, s. 282

„Ewangelia jest wciąż przed nami” — zwykł mawiać ks. Józef Tischner. Przed nami są same najważniejsze rzeczy. Każde fundamentalne dzieło, kolejny niebagatelny myśliciel czy wreszcie każdy człowiek w swej niepowtarzalności pozwalają uczynić krok naprzód. Jesteśmy w drodze i żeby w niej nie ustać, potrzebujemy kompanów: lektur, przyjaciół, tajemnicy naszego życia. Zaciekawienie, zachwyt, aby wyruszyć. Dopiero później, wraz ze zmęczeniem i wątpliwościami, pojawia się pytanie o sens.

Mikołaj Bierdiajew jest dobrym kompanem w tej drodze. Może dlatego, że poprzez jego książki dostrzegamy mimowolnie rysowany portret człowieka drogi. Wędrowca, który przemierzał zarówno gościńce, jak i bezdroża w poszukiwaniu własnej ścieżki. Jego zmagania są zaproszeniem dla podobnych mu duchem. Bierdiajew wie, że nie ma monopolu na prawdę, że jedynie zmierza w jej stronę. Zatrzymać się na tej drodze to grzech.

Spontaniczna odpowiedź

Twórczość jest wyzwaniem stojącym przed człowiekiem, ale jest także wyzwaniem samym w sobie. Czym ona jest? Przekraczaniem siebie? Zdzieraniem zasłon tajemnicy? Wspinaczką ku wyższym wartościom, a może ściągnięciem ich w dół, chwilowym zatrzymaniem i podaniem ich człowiekowi, aby mógł je przyswoić? Mówimy o miłości, dobru, pięknie na różne sposoby, odkrywając jedynie okruchy prawdy o nich. Najtrudniej jest nazwać to, co jest nam najbliższe, co jest w nas. Mikołaj Bierdiajew próbował odpowiedzieć na te pytania w książce Sens twórczości. Próba usprawiedliwienia człowieka.

Twórczość została człowiekowi dana albo radykalniej: zadana, już w trakcie stworzenia (Rdz 1,28). Oddanie człowiekowi ziemi, roślin i zwierząt czyni go odpowiedzialnym za ich dobro. Dostrzeganie innych otwiera go na samego Stworzyciela. Człowiekowi została powierzona rola czynnego kontemplatyka — dostrzega porządek w świecie uczynionym nie swoją ręką.

Piękno domaga się odpowiedzi; człowiek, który jest stworzony, sam czuje w sobie najgłębszą potrzebę tworzenia, przemiany, odkrywania. Jednak powoływanie się na fragment z Księgi Rodzaju, aby usprawiedliwić to pragnienie, może być po prostu mydleniem oczu. Bierdiajew, świadom ułomności wszelkich wyjaśnień prawdy o człowieku–twórcy, ludzką potrzebę tworzenia tłumaczy… milczeniem Pisma Świętego. Gdyby Ewangelia jasno i wyraziście wzywała do tworzenia, byłoby to coś nakazanego. Mielibyśmy do czynienia z posłuszeństwem, nie zaś z wolną, spontaniczną odpowiedzią. „Czujemy święty autorytet milczenia Ewangelii na temat twórczości”.

Tylko w świecie stworzonym, nie zaś monistycznym, możliwy jest akt twórczy — dowodzi Bierdiajew. Gdyby świat był jedynie boską emanacją, to wszelka twórczość byłaby wyzwaniem rzuconym Bogu w twarz. W panteistycznym widzeniu rzeczywistości aktywność człowieka byłaby z gruntu fałszywa i karykaturalna — nic przecież nie mogłoby się równać Bogu, którym jest świat. Twórczość człowieka jest możliwa właśnie dlatego, że Bóg jest Stwórcą, że świat jest dziełem. Próbujemy na to dzieło odpowiedzieć. Piękno pociąga za sobą piękno. Niemożliwe byłoby tworzenie, gdyby człowiek nie był obrazem Boga. „Bóg jest konkretną Osobą i dlatego jest Stwórcą; człowiek jest konkretną osobą i dlatego jest twórcą”. Antropologia Bierdiajewa wyraża zatem podwójną prawdę: człowiek jest obrazem Boga, a równocześnie samodzielną osobą. Stworzony na podobieństwo swego Stwórcy, wezwany jest do przemieniania rzeczywistości, a to oznacza dostrzeganie Boga w świecie, w historii, we własnym życiu i świadome, dynamiczne przybliżanie się doń. Twórczość jest więc dana człowiekowi, gdyż jest wolny i włączony w życie Trójcy Świętej. Wpisanie człowieka w wymiar trynitarny ma doniosłe konsekwencje: nie jestem tylko dla siebie samego, ale także dla innych i realizuję się, czyli jestem sobą, gdy potrafię być także „na zewnątrz” siebie. Człowiek jest indywidualny, niepowtarzalny. Osoba to oddzielny mikrokosmos ubogacający makrokosmos.

Niewolnicy nie są potrzebni

Grzech zdefiniował na nowo dynamizm człowieka. Można pogrążyć się w marazmie, niewymagającym posłuszeństwie okolicznościom, duchowej ociężałości, letargu. Tylko aktywność, śmiałe podążanie ku Bogu może pomóc w pokonywaniu zła. „Twórczość ze swej istoty jest rozbijaniem okowów”. Kajdany same nie spadną, należy potrząsnąć rękoma. Dla Bierdiajewa takie jest właśnie zadanie twórczości: ma nas podnosić z upadków i dawać nadzieję, czyli siłę do dalszej wędrówki. Autentyczna twórczość możliwa jest jedynie w wolności. Fałszywie pojęta pokora, która jest kładzeniem po sobie uszu, wygodne posłuszeństwo, które zwalnia z dociekania spraw trudnych, wreszcie cichość, która może być tłamszeniem w sobie ważnego głosu — to deformacje chrześcijańskich drogowskazów. Wolność jest treścią naszej wiary, skoro to właśnie do niej wyprowadził nas Chrystus (Ga 5,1). We współczesnym świecie przyglądamy się nieco bezradnie dyktatowi sukcesu, doskonałej linii, śnieżnobiałemu uśmiechowi wystawionemu na sprzedaż. „Kupuj, używaj, pochłaniaj” — to hasła codzienności, które przy braku wewnętrznej krytyki łatwo mogą zniewolić. Słowa Bierdiajewa brzmią w tym kontekście niezwykle ostro: „Niewolnicy nie są potrzebni Bogu, nie wstępują do boskiego kosmosu. Dlatego też wolność nie jest prawem, ale jest obowiązkiem. Wolność jest cnotą religijną. Niewolnik nie może wejść do królestwa Bożego, nie jest synem Bożym”.

Chrześcijaństwo jest bardzo wymagające. To religia odkrywania prawdy o sobie i niepopularnych haseł: krzyż, naśladowanie Mistrza, złożenie życia w ręce Boga. Do tego potrzeba odwagi. Gdy zadowolimy się minimalizmem w życiu, zaniknie w nas synowska pieśń. Piękno łatwo zbrukać, przemienić w rutynę, szarzyznę; zadowolenie z tego, co się posiada, Bierdiajew nazywa niewolnictwem. Uczeń Chrystusa jest nieustannie w drodze. Nie może się zadowolić półprawdą, gdyż to powstrzyma go od dalszej wędrówki.

Bogoczłowieczeństwo

W królestwie kiczu i skandalu wstawionego w ramy sztuki ponownie odżywa problem, czy artysta może wszystko. Przypatrując się sztuce, zwłaszcza współczesnej, zadajemy sobie pytania: Czy to jest jeszcze dzieło? Co ma mi to powiedzieć? Nieraz czujemy, że jakieś dzieło jest demoniczne, dotyka nas swoboda przedstawienia osób czy spraw drogich i ważnych. Jakie granice ma sztuka? Dobrego smaku? W pluralizmie poglądów i wobec tezy, że każdy ma własną prawdę, takie kryterium nie zdaje egzaminu.

Dla Bierdiajewa nie jest bez znaczenia ostateczny kształt twórczego aktu ani sam wykonawca. Myśl rosyjskiego filozofa jest bezkompromisowa. Jest dla niego oczywiste, że autentyczna twórczość nie może być demoniczna, gdyż „zawsze jest wyjściem z ciemności”. Drzemiące w człowieku zło spala się w procesie twórczym. Następuje zrzucenie okowów. Wysiłek artysty odrywa go od niego samego, od grzechu i wyprowadza ku przemianie. Sztuka demoniczna zawsze będzie kąśliwą uwagą, karykaturą ładu. W twórczym uniesieniu — natchnieniu, jak mawiamy —– uwidacznia się w wyraźny sposób idea Bogoczłowieczeństwa. Człowiek jest zaproszony do urzeczywistnienia Boga w swoim życiu. Wtedy akt twórczy jest transcendentny, przekracza przyziemny wymiar i zawsze wykracza poza nas. Tak jak istnieje przebóstwienie człowieka, tak również jest druga strona medalu: człekobóstwo. Człowiek stawia się na piedestale i oczekuje chwały. To droga samouwielbienia.

Rycerz nie może wątpić

Ważna jest sama twórczość, zgoda na otwarcie się na Boga, zaś ocena wykonanego dzieła nie należy do nas. Wynik będzie nas rozczarowywał: natchnienie wynoszące nas ku lepszemu widzeniu rzeczywistości daje się zamknąć w książce, obrazie, partyturze, instytucji. W chwili tworzenia człowiek dosięga innego życia, innego świata. Choć efekt może nas zniechęcać, błędem byłoby porzucić twórczość. Przekraczanie siebie w trakcie tworzenia jest ważniejsze niż ocena dzieła. Akt twórczy, w którym człowiek współdziała z Bogiem, może być odkupieniem grzechu. „W sztuce, jak i wszędzie w świecie, powtarza się ofiarę Golgoty”. Człowiek oddaje siebie Bogu.

Zdezorientowani sztuką niezrozumiałą lub demoniczną tęsknimy do kultury, którą umownie nazywamy chrześcijańską. Gdyby taka istniała, byłby to upadek samego chrześcijaństwa. Kultura pogańska dąży do doskonałości form, kształtu. Pragnie osiągnąć piękno już tutaj. W antycznej architekturze czy rzeźbie jest zamknięcie doskonałości, urzeczywistnienie jej — zanika oczekiwanie nowej ziemi i nowego nieba. Sztuka chrześcijańska przywiązuje większe znaczenie do aktu twórczego niż do osiągnięcia doskonałości. Zakłada, że wieczne piękno jest jedynie w innym świecie. Tu i teraz realizować się może jedynie tęsknota za tamtym pięknem, za Domem. Chrześcijaństwo nie dopuszcza żadnej doskonałości w tym świecie ani nie jest nią zainteresowane. Piękne jest zawsze to, co mówi o wypatrywanym świecie, a to skazuje nas na posługiwanie się symbolem.

Odkrycie w człowieku powołania twórcy jest roznieceniem płomienia. Jedynie jasny, wysoki płomień potrafi oświetlić duży obszar, przytłumione światło zatrzymuje na granicy, której nie potrafi przekroczyć: dostrzega zarys upragnionego Domu, ale pogrąża się w wątpliwościach.

W ludzkim powołaniu do twórczości Bierdiajew odwołuje się do romantycznej wizji rycerza. Wojownik Chrystusa jest radykalny, a jego wędrowanie staje się metaforą pokonywania słabości w zmierzaniu do celu. Gdyby rycerz zwątpił w swoją drogę, w sens wyrzeczeń i całej wędrówki, przestałby być rycerzem, stanąłby na łące i zaczął pilnować pasącego się bydła. Zwątpienie pozbawia dynamizmu, mnoży rozdroża, zasłania drogę, pozbawia wiary w Boga i człowieka. Rozdarty w sobie traci twórczą moc, przez którą mógłby oddziaływać na świat.

„Twórczego aktu poznania przezwyciężającego granice może dokonać jedynie ktoś, kto mocno wierzy w swoją siłę poznawczą, jest zintegrowany, a nie rozdwojony. Wątpliwość i rozdwojenie uzależniają poznającego od danych świata z jego bezsensowną wielością, czynią z niego niewolnika determinizmu. Twórcza filozofia jest dogmatyczna, a nie krytyczna i sceptyczna, integralna, a nie rozdwojona”.

Manifest

Jak określić Sens twórczości Bierdiajewa? Nie jest to ani typowy traktat teologiczny, ani rozprawa filozoficzna, ani esej. Myślę, że najbliższym gatunkiem literackim byłby manifest. Z pomocą przychodzi Confiteor Stanisława Przybyszewskiego.

Czas manifestów zdecydowanie minął. Czytane jeszcze podczas artystycznych imprez, drukowane w literackich pismach są zabawą ze słowem, porozumiewawczym zmrużeniem oka do czytelnika. Jaki jest sens wydawania manifestu, który nie mieści się w gazetowej szpalcie, który powstał w początkach ubiegłego wieku?

Zarzucano Bierdiajewowi, że jego książki nie dopuszczają możliwości dyskusji — wykrzyczany styl, stanowczość przypominająca dyktat, maniakalne powtarzanie niektórych słów. Przerywanie filozoficznych rozmyślań i wchodzenie w mistykę, przez co niektóre argumenty są zapisem doświadczeń światła uzyskanego podczas modlitwy, lub też uparta konsekwencja, która przynosi zaskakujące, bezkompromisowe sformułowania — czytelnik zmuszony jest do zachowania nieustannej czujności.

Można się z Bierdiajewem nie zgadzać, ale nie sposób nie uczynić go kompanem w swej drodze. Z nim każdy krok nabiera znaczenia.

Sens tego, co czynisz
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....