I have a dream
fot. stephan louis / UNSPLASH.COM

Kilka lat temu rektor pewnej śląskiej uczelni rozpoczął ważne, programowe wystąpienie, nawiązując do słynnego „I have a dream” Martina Luthera Kinga z 1963 roku. Nie wiem, czy nawiązanie było świadome, ale brzmiało to mniej więcej tak (cytuję z pamięci, więc pewnie niedokładnie): „Miałem sen. Oto na oczyszczonej Rawie ścigały się wioślarskie osady uniwersytetów z Oksfordu, Cambridge i naszej uczelni…” (dla niewtajemniczonych – Rawa to coś, co płynie przez centrum Katowic, a co mewy – nawdychawszy się uprzednio wyziewów z tejże Rawy – notorycznie mylą z rzeczną wodą). Surrealizm obrazu – wzmocniony przez to, że szerokość Rawy z trudem tylko przekracza długość wiosła – sprawił, że chyba niewielu słuchaczy zdołało się skupić na dalszej części wystąpienia, które jeszcze dziś wspomina się na owej uczelni z niejakim rozbawieniem.

Wspominam o tamtym epizodzie z dwóch powodów – po pierwsze: też mam marzenie, którym chciałbym się podzielić, ale lękam się, że będzie ono potem przez lata wspominane z rozbawieniem właśnie. Po drugie – liczę na taki właśnie efekt (wspominania – pal licho z rozbawieniem). A pora o tym napisać w tym miesiącu, bo marzenie związane jest z wielkopostnym, przedpaschalnym kontekstem.

Zatem wyznaję – „I have a dr

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się