Ejlat oddycha, oddycha pełną piersią
fot. christoph keil / UNSPLASH.COM

Ejlat oddycha, oddycha pełną piersią

Czy powinnam tam jechać? Izrael otwierał mi w głowie szuflady, które lepiej, by pozostały zamknięte. Otwierał bezlitośnie.

Są takie miejsca, o których w pewnym momencie dorosłego życia człowiek wie, że musi do nich dotrzeć. To nie jest metrykalne dorosłe życie, żadne 18 plus. Dojrzeć do pewnych chceń można przecież wcześniej lub później. Zależy to od człowieka. Tak jak i miejsca, które są dla niego ważne. Będzie więc nastoletnia myśl o Indiach, tak dojrzała, że zadziwi niejednego. Będzie Australia z niespotykaną nigdzie indziej przyrodą i kuchnią, która – jak żadna inna – łączy to, co zachodnie, anglo-amerykańskie, z tym, co wschodnie, pochodzące prosto z krajów południowego Pacyfiku. Będą wreszcie Niemcy, dokąd – choć może trudno w to uwierzyć Polakowi – nie jedzie się do pracy, na saksy, lecz podziwiać secesję w Berlinie.

Też mam swoją listę miejsc, do których chciałabym dotrzeć. Był na niej Izrael.

Fascynował mnie, odkąd pamiętam. Kraj zbudowany z niczego. Pustynie, skały, skwar, wody tyle, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, a wokół sami wrogowie (nikt przecież Żydów na Bliski Wschód w XX wieku nie zapraszał). Nie ma tu niczego, co ułatwiłoby dzieło tworzenia. Niczego. Lecz jednocześnie w tej pustce jest wszystko: wiara, nadzieja, że ten kraj Żydom się należy. Wszystkie lęki Izraela, cała jego siła, biorą się chyba z tego paradoksu.

Granice

Jest słoneczny, upalny poranek, gdy ląduję w egipskiej Tabie. Niedaleko stąd leży izraelski Ejlat. Ale to tylko geografia, dostać się do Izraela nie jest łatwo. Bo to cudem wywalczone państwo skończyło zaledwie dzień wcześniej 65 lat, jak na kraj jest więc niemowlęciem. Izrael to oblężona twierdza. Bo pokój z Egiptem i Jordanią to za mało, by czuć się bezpiecznie. Bo od dwóch lat w Syrii toczy się wojna domowa. Bo Liban to tak naprawdę dla Izraela tylko Hezbollah. Bo…

Na granicy kłębią się tłumy turystów. Młoda funkcjonariuszka służby granicznej usiłuje zapanować nad bałaganem. Znajdę się w grupie, którą zacznie energicznie spychać. Pcha nas i pcha, po czym ostentacyjnym władczym ruchem zamyka ściśniętych za barierką. Jej mundur… Widzę hitlerowskich żołnierzy wpychających Żydów do bydlęcych wagonów, do pociągów, które pojadą z ludźmi tylko w jedną stronę. Widzę tak wyraźnie, nie mogę się tego pozbyć. Nie umiem oczyścić głowy tu i teraz z obrazów, scen z niejednego filmu, z opowiadań Tadeusza Borowskiego, którymi pewnie wciąż karmi się polskich licealistów.

Wreszcie trafiam przed oblicze innej młodej funkcjonariuszki. Ma piękne kręcone czarne włosy zebrane w koński ogon i nieco ciemniejszą cerę. Zastanawiam się, czy jej dziadek mówi po polsku, po rosyjsku, czy może jest jednak Sefardyjczykiem z południa Europy. W tym czasie ona, założywszy białe gumowe rękawiczki, zabiera się do przeszukiwania mojej walizki. Każdego to czeka. Oblężona twierdza. Jestem spokojna, uśmiecham się. Bo mam w walizce tylko letnie ciuchy i trochę książek.

Dziewczyna w mundurze podejrzliwie patrzy na eseje Orhana Pamuka. Haruki Murakami też chyba jest jej obcy, bo opowiadania ogląda z kilku stron, kartkuje. Wreszcie laureat literackiego Nobla i Japończyk wielokrotnie wymieniany wśród potencjalnych noblistów trafiają na bok, na stertę ubrań. W duchu dziękuję zdrowemu rozsądkowi, że na półce zostały bliskowschodnie reportaże Pawła Smoleńskiego, że Raja Shehadeh też został w domu. Bo kto to widział: czytać Palestyńczyka?!

Już odetchnęłam z ulgą… Ale nie! Jeszcze przewodnik Pascala po Bliskim Wschodzie. Ma podtytuł „Jordania, Liban, Syria”. Szlag by to trafił! Staram się spokojnie tłumaczyć dziewczynie w mundurze, że z Izraela jadę do Jordanii. TYLKO do Jordanii. Że ten kraj na L i ten drugi na S, których nazw nawet nie chcę głośno wymieniać, nie interesują mnie wcale. Kłamię jak z nut. Bejrut jest na mojej dojrzałej liście. Inszallah. Jak Bóg da.

Wreszcie białe gumowe rękawiczki wprawnie pakują moją walizkę z powrotem. Za plecami słyszę szloch. Postawna blondynka. Na oko – rówieśniczka dziewczyny w mundurze. Biedne dziecko Schengen. To pewnie pierwsza granica, którą musi w życiu naprawdę pokonać.

Pieniądze

Jest połowa maja. Ejlat oddycha pełną piersią. Nurkowanie, rafy koralowe, delfinarium – wszystko w zasięgu rąk i nóg turystów, k

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się

Ejlat oddycha, oddycha pełną piersią
Zofia Kotlińska

urodzona w 1979 r. – absolwentka socjologii, podróżniczka. Obecnie mieszka i pracuje w Poznaniu....