Dziewicze poczęcie Chrystusa
fot. greg rosenke bJdK9v / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Skrupulatom na ratunek

0 votes
Wyczyść

Czy naprawdę coś złego stałoby się z naszą wiarą w Chrystusa, gdybyśmy zrezygnowali z wyznawania Jego dziewiczego poczęcia i uznali, że przyszedł na świat w wyniku współżycia małżeńskiego?

Z tym pytaniem spotykałem się wielokrotnie i najczęściej nie zadawały go osoby z gruntu sceptycznie nastawione do wiary, ale ludzie szczerze się o nią troszczący. Nie potrafili odnaleźć głębszego sensu w wyznaniu dziewictwa Matki Boga i czuli się tym zaniepokojeni. Dlatego warto przypomnieć, jak ważną rolę odgrywa ten dogmat w strukturze naszej wiary. Może uda się w ten sposób usunąć źródło niepokoju?

Wyznając w Credo: „począł się z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny”, wyrażamy naszą wiarę w cudowne, bo dokonane stwórczą mocą Ducha Świętego i bez udziału mężczyzny, poczęcie Chrystusa w łonie Jego matki Maryi. Zgodnie ze świadectwem św. Mateusza (Mt 1,18–25) i św. Łukasza (Łk 1,26–38) wierzymy, że sposób poczęcia Jezusa absolutnie wykraczał poza granice naturalnych mocy, a stojąca za tym ingerencja Stwórcy miała poważne racje. Przedstawię tylko najważniejsze z nich, posiłkując się kategorią daru, którą zaproponował Jacek Salij OP w szkicu o dziewiczym poczęciu, opublikowanym niegdyś w rubryce Szukającym drogi.

Pisał wtedy:

Syn Boży narodził się z Dziewicy! Bóg raczył posłużyć się tym znakiem, aby pouczyć nas, że Jego Syn jest najszczególniejszym Jego Darem dla ludzi”.

Bóg przejmuje inicjatywę

Im większego daru Bóg chce nam udzielić, tym większą przejmuje inicjatywę. Kiedy wyzwalał Izraelitów z niewoli egipskiej – rozdzielił morskie wody; gdy chciał podarować światu św. Pawła – olśnił Go „światłością z nieba” (Dz 9,3). Podobnych przykładów z dziejów zbawienia można znaleźć bez liku. Te dwa wystarczą jednak, by rozpoznać pewną prawidłowość: w szczególnych wypadkach, gdy Bóg chce obdarować czymś lub kimś wielkim, wkracza na scenę historii ze zdwojoną siłą. Za każdą z tych interwencji kryje się Jego nieskończona miłość do ludzi; dar, którego wtedy udziela, znacznie przekracza wszystko, co obdarowani mogliby stworzyć naturalnymi siłami.

Byłoby czymś doprawdy zdumiewającym, gdyby zasada ta nie obowiązywała w przypadku największego Daru, który kiedykolwiek został przez Boga udzielony ludziom, a więc Daru Syna Bożego.

Aby zobaczyć, jak dosłownie spełnia się ta zasada w przypadku dziewiczego poczęcia, przyjrzyjmy się gradacji intensywności Bożego działania w powoływaniu do istnienia ludzi. Zaczynając od najbardziej podstawowego poziomu: już w każdym zwyczajnym poczęciu Bóg działa niezwykle aktywnie, ponieważ stwarza „z nicości” jednostkową duszę dla określonego człowieka. Jak naucza Katechizm Kościoła katolickiego, dusza jest bezpośrednio stwarzana przez Boga i nie jest produktem rodziców1. Wejdźmy stopień wyżej. Pismo Święte zaświadcza, że wielu wybitnych bohaterów wiary przychodziło na świat z kobiet niepłodnych, jak choćby Jan Chrzciciel, który narodził się ze związku niemłodego już Zachariasza i Elżbiety, niepłodnej i podobnie jak jej mąż posuniętej w latach (Łk 1,7). Mamy tu oczywiście do czynienia z cudownymi poczęciami, do których konieczna była szczególna interwencja Boga, ale nie dokonały się one z pominięciem naturalnego aktu małżeńskiego. I wreszcie, poziom najwyższy. Ponieważ przyjście na świat Syna Bożego było największym ze wszystkich darów, których Bóg udzielił ludzkości, dlatego począł się On z Dziewicy. Bóg przejął inicjatywę w stopniu dotąd niespotykanym, ponieważ miał się narodzić nie zwyczajny człowiek, nie wybitny bohater wiary, ale sam Syn Boży.

Myśląc o poczęciu Jezusa, nie wolno pomylić tych poziomów i zdegradować Jego przyjścia na świat albo do poziomu najbardziej podstawowego, albo do poziomu narodzin niektórych wybitnych świadków Boga. Nie poczyna się tu przecież tylko heroiczny wódz, wieszcz czy prorok. Jak pisał Józef Ratzinger, Jezus nie jest jedynie prorokiem, który przemawiał pod natchnieniem Ducha Świętego, ale Kimś nieskończenie większym, Kimś całkowicie przez Ducha Świętego ukształtowanym2. Gdybyśmy ulegli pokusie takiej degradacji, to wyjątkowy Dar Boga natychmiast przestałby być tak wyjątkowy i tylko krok dzieliłby nas od uznania Chrystusa za oświeconego „męża Bożego”, nie zaś – jak jest w rzeczywistości – za prawdziwego Boga. Nie bez podstaw więc św. Tomasz z Akwinu swój wykład o dziewiczym poczęciu rozpoczyna od uwagi, że prawda ta daje odpór tym, którzy uważają Jezusa tylko za człowieka3. Kryzys wiary w dziewicze poczęcie prędzej czy później musi pociągnąć za sobą wahania co do wiary w bóstwo Chrystusa i nie jest to tylko przypuszczenie, ale oparte na obserwacji dyskusji teologicznych stwierdzenie faktu.

Dar nowego początku

Istnieje szczególna kategoria darów Bożych, którą możemy nazwać darami nowego początku. Udzielając ich, Bóg rozpoczyna jakiś nowy etap historii zbawienia. Gdy domaga się tego sytuacja, wkracza, a Jego działanie pozwala rozpocząć nowy zbawienny czas.

Mamy wiele przykładów takich darów nowego początku w Piśmie Świętym, ale największy wśród nich jest oczywiście dar Nowego Początku, którego udzielił nam Bóg Ojciec, posyłając na świat swojego jedynego Syna. Z Jego przyjściem zaczyna się coś radykalnie nowego, coś, co jedynie Bóg mógł zapoczątkować – Nowe Stworzenie. Pisał o tym pięknie, ale trochę jednostronnie C.S. Lewis:

Stworzył w ten sposób nie tylko człowieka, ale Człowieka, który miał być nim samym, nowego człowieka – zaczynał z tego boskiego i ludzkiego punktu dzieło Nowego Stworzenia. Cały splamiony i znużony wszechświat zadrżał, czując ten bezpośredni zastrzyk esencji życia – bezpośredni, nieskażony, pozbawiony domieszek całej skłębionej historii natury4.

Jednostronność tego fragmentu polega na tym, że brakuje w nim Maryi, która jako Niepokalanie Poczęta reprezentuje już wobec Boga świat „nieskażony, pozbawiony domieszek całej skłębionej historii natury”. Jest święta i dlatego może przyjąć Świętego do swojego łona (Łk 1,35). Mimo tego istotnego braku Lewisowi udało się przekazać coś ważnego. Nowy początek wiąże się ze szczególnym stwórczym działaniem Boga, którego znakiem jest właśnie dziewicze poczęcie. Nowe stworzenie wypowiada się w nowym poczęciu. Nietrudno zgadnąć, że odrzucenie dogmatu o dziewiczym poczęciu doprowadzi prędzej czy później do zakwestionowania realizmu Nowego Stworzenia, realizmu łaski, a więc tego, że Bóg ma moc przemieniania grzeszników w świętych.

Dodajmy, że ojcowie Kościoła z właściwą sobie przenikliwością łączyli Nowy Początek z pierwszym początkiem, a więc stworzeniem Adama. Oto cytaty z kazań św. Maksyma z Turynu:

Adam […] powstał z dziewicy ziemi (Rdz 2,7), a Chrystus urodził się z Dziewicy Maryi. […] Adam więc i Jezus pochodzą od Boga Ojca, obaj mają dziewicze matki, obaj, jak mówi ewangelista, są synami Bożymi (Łk 3,38)5.

Z dziewiczej ziemi powstał Adam i z dziewiczej Matki zrodził się Chrystus – Nowy Adam. Nowy Początek naprawia grzech z pierwszego początku, nowe stworzenie – grzech stworzenia pierwotnego. „Pierwszy człowiek z ziemi – ziemski, Drugi Człowiek – z nieba” (1 Kor 15,47). Ojcowie słusznie dostrzegli, że naruszymy spójność tej kosmicznej wizji zbawienia, jeśli zabraknie w niej miejsca dla dziewictwa Matki Jezusa.

Bóg zbliża do siebie

Im większego daru Bóg nam udziela, tym bardziej chce za jego pośrednictwem przybliżyć nas do siebie. Również taką uniwersalnie obowiązującą zasadę da się wywieść z obserwacji Bożego działania. W ostatecznym rozrachunku zatem każdy dar otrzymany od Stwórcy, czy to naturalny, czy nadprzyrodzony, ma nas wprowadzać w ściślejszą z Nim zażyłość. Dar Syna Bożego jest zaś największy ze wszystkich, a więc mamy pewność, że jego celem jest najgłębiej zjednoczyć nas z Bogiem. Również w tej logice dziewicze poczęcie odgrywa rolę nie do pominięcia.

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27). Pan Jezus wyraził w tych słowach pełne miłości i bezwarunkowe oddanie swojemu Ojcu. Relacja Jezusa do Ojca jest tak całkowita, tak wyjątkowa, że – jak podaje Ewangelia – budziła zdumienie. Pierwsi chrześcijanie jak relikwię przekazywali sobie słowo Abba, którego używał Jezus, zwracając się do Ojca, i które wskazywało na niespotykaną bliskość między Nimi (Mk 14,36; Rz 8,14–17; Ga 4,6). Stało się też oczywiste, że relacja Jezusa do Ojca nieskończenie wykracza poza uwarunkowania tego świata, że jest relacją wieczną, a Jezus Chrystus jest odwiecznym Synem Bożym. Czy możemy przypuścić, że tak pełna miłości relacja, w której Chrystus oddawał Ojcu nie jakąś cząstkę siebie, ale dosłownie siebie całego, mogłaby istnieć, gdyby poza Ojcem w niebie miał także ojca na ziemi? „Czy – jak pisze Hans Urs von Balthasar – mógł, mówiąc po prostu, mieć dwóch ojców, co zmuszałoby Go, jako człowieka, do zawdzięczania siebie dwóm ojcom?”6. Kościół niezmiennie wyznaje, że Syn Boży ma jednego i tylko jednego Ojca. Istnienie Syna Bożego jest odwiecznym istnieniem boskim i nie rozpoczyna się w chwili poczęcia w łonie Maryi Dziewicy. Trudno nie dostrzec więc, że prawda o dziewiczym poczęciu należy do tajemnicy relacji miłości wcielonego Syna Bożego do swojego Boskiego Ojca.

Wsłuchajmy się w słowa świętego Pawła:

Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze!”. Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi (Rz 8,14–16).

Syn Boży nie stał się człowiekiem dlatego, by jedynie zamanifestować swoją szczególną relację z Ojcem, ale przede wszystkim dlatego, by nas w tę relację włączyć, jakby rozciąg- nąć ją na nas. Stał się człowiekiem po to, byśmy my mogli stać się w Nim synami Bożymi i tak jak On mogli z miłością wołać: „Abba, Ojcze!”. Potwierdza się więc zasada, że im większego daru Bóg nam udziela, tym bardziej chce za jego pośrednictwem przybliżyć nas do siebie. Jednak, by stać się synami Bożymi, musimy się powtórnie narodzić (J 3,7), i to „nie z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża”, ale „z Boga” (J 1,13).

„Jesteście bowiem ponownie do życia powołani nie z ginącego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki słowu Boga, które jest żywe i trwa” (1 P 1,23).

„Nie z ginącego nasienia” rodzimy się zatem do życia wiecznego. Jakże tajemniczo koresponduje to stwierdzenie z dziewiczym poczęciem Jezusa, który przecież także nie narodził się „z ginącego nasienia”. Syn Boży, zrodzony odwiecznie przez swojego Ojca, stwórczą mocą Ducha Świętego przyjmuje ciało z Maryi Dziewicy, abyśmy i my mogli narodzić się do nowego życia „z Boga” (J 1,13). Istnieje więc ścisłe podobieństwo między naszymi nowymi narodzinami a narodzinami Chrystusa z Dziewicy Maryi. Znakomicie uchwycił to św. Atanazy:

Jak szedłby człowiek do Boga, gdyby Bóg nie przyszedł do człowieka? W jaki sposób ludzie mogliby zrzucić piętno narodzin ku śmierci, gdyby poprzez wiarę nie otrzymali udziału w nowych narodzinach, które zostały im dane przez Boga wbrew wszelkiemu oczekiwaniu jako znak zbawienia i które miały miejsce w łonie Dziewicy? Albo w jaki sposób mogliby otrzymać od Boga przybrane synostwo, gdyby pozostawali w mocy owych narodzin według ciała w tym świecie?7.

Na zakończenie powróćmy do początkowego pytania: „Czy naprawdę coś złego stałoby się z naszą wiarą w Chrystusa, gdybyśmy zrezygnowali z wyznawania Jego dziewiczego poczęcia i uznali, że przyszedł na świat w wyniku współżycia małżeńskiego?”. Odpowiedź jest prosta: przestałaby istnieć jako wiara w Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, odwiecznego Syna Bożego i Nowego Adama, dzięki któremu rodzimy się duchowo do życia wiecznego. Słowem, z chrześcijańskiej wiary w Chrystusa nie pozostałoby nic.

1 Katechizm Kościoła katolickiego 366.
2 Por. J. Ratzinger, Wzniosła Córa Syjonu. Rozważania mariologiczne, tłum. J. Królikowski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2002, s. 34.
3 Por. ST, III, q. 28, a. 1, corp.
4 C.S. Lewis, Cuda. Rozważania wstępne, tłum. K. Puławski, Media Rodzina, Poznań 2010, s. 223.
5 Św. Maksym z Turynu, Kazanie 52,1, w: Teksty o Matce Bożej. Ojcowie Kościoła łacińscy, tłum. W. Eborowicz i W. Kania, Niepokalanów 1981, s. 78.
6 J. Ratzinger, H.U. von Balthasar, Maryja w tajemnicy Kościoła, tłum. W. Szymona, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, s. 132.
7 Św. Atanazy, O wcieleniu Słowa, 49,1, tłum. M. Wojciechowski, UKSW, Warszawa 1998, s. 68.

Dziewicze poczęcie Chrystusa
Mateusz Przanowski OP

urodzony w 1974 r. – dominikanin, doktor teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Domi...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze