Dzieci ciemności

Dzieci ciemności

Większość z nas wie o nich niewiele. Mimo to wzbudzają strach i przerażenie – sataniści.

O satanistach słyszymy kilka, czasem kilkanaście razy w roku — głównie przy okazji popełnianych przez nich przestępstw. Media w dramatycznych relacjach donoszą o zdemolowanych cmentarzach, odnalezionych miejscach kultu czy wreszcie o popełnionych zabójstwach i samobójstwach. W społecznej świadomości wytworzył się obraz satanisty — człowieka młodego, ubierającego się na czarno, najlepiej z długimi włosami i słuchającego agresywnej, metalowej muzyki. Obraz ten nie do końca jest nieprawdziwy — twierdzą zarówno sami sataniści, jak i osoby profesjonalnie zajmujące się działalnością sekt.

Czarny strój, metalowa muzyka oczywiście mogą być atrybutami wyznawców szatana, jednak najczęściej posługują się nimi tzw. pseudosataniści. Chcąc wyjaśnić różnice między tymi grupami, należy cofnąć się do lat sześćdziesiątych XX wieku — gdy satanizm powstał.

Szatańska Rosemary

Twórcą kościoła szatana był niejaki Anton Szantor La Vey (1930–1997). W Stanach Zjednocznonych ukazało się dotychczas kilkanaście jego biografii, jednak wiele faktów pozostało wciąż niesprawdzonych. Według biografów La Vey był kolejno: cyrkowcem, muzykiem w nocnych klubach, oraz… kolekcjonerem blondynek (przechwalał się łatwym podbiciem serca Marylin Monroe w czasach, gdy ta była striptizerką). Słynął także ze zbierania makabrycznych przedmiotów, był fotografem wydziału zabójstw policji w San Francisco (podobno legitymował się policyjną odznaką z numerem 666).

Na początku lat 60. La Vey wraz z reżyserem filmowym Kennethem Angerem założyli ekscentryczne i bluźniercze „Koło Magiczne”. W noc Walpurgi (z 30 kwietnia na 1 maja) 1966 roku La Vey, zgodnie z magicznym rytuałem, ogolił głowę i ogłosił przekształcenie „Koła Magicznego” w kościół szatana.

Warto pamiętać, że lata 60. to w USA okres hipisowskiej rewolucji, czas buntu przeciwko ortodoksyjnym tradycjom, społecznym hierarchiom, religijnym nakazom. Zjawiskom tym towarzyszył wzrost zainteresowania okultyzmem oraz magią. Wydana wówczas powieść Iry Levin Dziecko Rosemary trafiła więc na bardzo podatny grunt. Książka (określała rok 1966 mianem „Pierwszego Roku Nowej Ery”), a później jej ekranizacja stały się obowiązkowymi pozycjami wszystkich satanistów. Przy realizacji filmu pomagał Romanowi Polańskiemu również La Vey, który był konsultantem ds. okultyzmu, a także wcielił się w rolę filmowego diabła.

Dzieło swojego życia — Biblię szatana — La Vey napisał właśnie na fali artystycznego triumfu Dziecka Rosemary oraz wzrastającego zainteresowania satanizmem. Co ciekawe, twórca kościoła szatana nie wierzył w istnienie cielesnej postaci diabła. Satanizm był dla niego ultraliberalną, skrajnie egoistyczną filozofią życia.

 Laveyowski satanizm nie zmuszał do przemocy (choć w wielu wypadkach ją akceptował). Do podstawowych praw satanizmu zaliczają się m.in. następujące zalecenia: „Nie wyrażaj swoich rad, jeżeli nie jesteś o to proszony”, „Kiedy jesteś w cudzym domu, okaż mu respekt lub jeżeli nie potrafisz, nie chodź tam”, „Nie krzywdź małych dzieci”, „Nie zabijaj zwierząt, chyba że zostaniesz zaatakowany lub będziesz potrzebował pożywienia”.

Kogo się bać?

Powyższe stwierdzenia nie przystają do zachowań powszechnie uważanych za satanistyczne — dewastacji cmentarzy, zabijania ludzi i zwierząt. Stąd większość działających w Polsce grup określa się mianem pseudosatanistycznych. W rzeczywistości wiele aktów przemocy i wandalizmu to ekscesy chuliganów, którzy dla idiotycznego wybryku na miejscu przestępstwa pozostawiają satanistyczne symbole. Oczywiście jest to pewnego rodzaju uproszczenie, przez 30 lat wykształciło się bowiem wiele odmian satanizmu. Różne jego nurty w różny sposób podchodzą do kwestii przemocy i okrucieństwa. Większość z nich dopuszcza użycie przemocy w sytuacji zagrożenia, zaleca zemstę za doznane krzywdy.

Powyższy podział na pseudosatanistów i satanistów prawdziwych nie ma służyć usprawiedliwianiu czy wybielaniu pewnych jego form. Jednak dokładne zdefiniowanie problemu wydaje się niezbędne do skutecznej walki z satanizmem. W polskim prawie karnym nie ma osobnych przepisów dotyczących satanistów. Przestępstwa przez nich popełniane są traktowane na równi z innymi.

Krzysztof Wiktor, sekretarz Międzyresortowego Zespołu ds. Nowych Ruchów Religinych, dostrzega w Polsce istnienie dwóch nurtów — satanizmu subkulturowego (pseudosatanizmu) oraz satanizmu ideologicznego. Dokładne oszacowanie liczby wyznawców nie jest możliwe. Z policyjnych kartotek wynika jedynie, że w Polsce co roku popełnianych jest kilka zabójstw, które mogą mieć podłoże satanistyczne. Zdaniem Wiktora, znacznie groźniejsza jest jednak działalność grup ideologicznych — są niebezpieczne, bo zmieniają światopogląd ludzi, przenikają tkankę społeczną z niebezpiecznymi ideami (nie tylko La Veya, ale także Schopenhauera, Nietzschego). Promują kult siły, brak akceptacji dla słabości.

Według danych Międzyresortowego Zespołu ds. Nowych Ruchów Religinych (działającego w strukturach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych), w największych polskich miastach istnieje 5–10 świątyń szatana. Łącznie należy do nich około kilkuset osób. Zagrożenia, o których mówi Krzysztof Wiktor, są tym poważniejsze, że do wspomnianych świątyń należą głównie ludzie wykształceni, nieźle sytuowani i, co najważniejsze, zajmujący ważne stanowiska.

Na szczęście nie wykształcił się dotąd w Polsce satanizm pokoleniowy. Jest on szczególnie niebezpieczny, gdyż w tej formie wykształceni rodzice wychowują w satanistycznym duchu swoje dzieci, co w prostej linii prowadzi do patologicznych zachowań w rodzinie.

Najbardziej liczne są w Polsce grupy pseudosatanistyczne. W samej Warszawie jest ich kilka. Zdaniem Jowity Kuryłek, socjologa pracującego w warszawskim Dominikańskim Ośrodku Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, grupy pseudosatanistyczne są efektem oddziaływania kultury masowej. — Młodzi ludzie przyswajają sobie wzory zachowań. Często nawet nie znają Biblii szatana albo wybierają sobie z niej tylko to, co im się podoba — mówi Kuryłek.

To właśnie te grupy najczęściej organizują czarne msze, podczas których składają krwawe ofiary (ideologiczny satanizm laveyowski całkowicie odrzuca możliwość składania żywych ofiar), oraz dokonują rytualnych zabójstw. Co ważne, ich ofiarami są najczęściej inni sataniści.

W odróżnieniu od grup ideologicznych pseudosatanistami zostają przeważnie ludzie młodzi. — Często są to dzieci z rozbitych domów, którym brakowało autorytetu ojca — opowiada Kuryłek. Ze względu na przestępczą działalność takich grup bardzo ciężko jest je opuścić. Młodzi ludzie, którzy chcą zerwać z satanizmem, wielokrotnie są zastraszani przez pozostałych członków sekty, grozi im się nawet śmiercią. — Boją się do nas przychodzić — martwi się Jowita Kuryłek.

Bezsensowna zbrodnia

Według Ośrodka Informacji o Sektach liczba osób należących do grup pseudosatanistycznych stale rośnie. Systematycznie pojawiają się bowiem nowe bodźce — wypływające ze współczesnej kultury masowej — filmy o tematyce okultystycznej, piosenki, do obiegu trafiają także tłumaczenia (często bardzo nieudolne) zagranicznych artykułów satanistycznych.

Osoby profesjonalnie zajmujące się problematyką sekt narzekają na negatywną rolę, którą odgrywają polskie media. Podsycanie atmosfery sensacji i grozy powoduje z jednej strony wzrost zainteresowania satanizmem wśród młodzieży, a z drugiej panikę — zwłaszcza w lokalnych społecznościach. Mieszkańcy wielu polskich miasteczek są dziś zwyczajnie przerażeni, gdy widzą na swych ulicach ubrane w czarne koszulki grupy młodych ludzi.

Najgłośniejsze satanistyczne zabójstwo w Polsce miało miejsce dwa lata temu w Rudzie Śląskiej. Podczas czarnej mszy 20–letni Robert i 22–letni Tomasz zamordowali dwójkę nastolatków: Karinę i Kamila. Zbrodniarzy doskonale pamięta podinspektor Stefan Neniczka, z–ca komendanta miejskiego w Rudzie Śląskiej. — Przez lata służby w wydziale zabójstw widziałem wiele morderstw, ale tak bezsensownej zbrodni nigdy. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie może wierzyć w tę ideologię — opowiada Neniczka. Dwójka rudzkich morderców bardzo chętnie opowiadała policjantom o swoim satanizmie. — Jeden z zabójców do końca był hardy, jednak drugiego chyba sumienie trochę męczy — wspomina komendant.

Tragedia, która rozegrała się w opuszczonym bunkrze, odbiła się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. Nie zabrakło dziennikarzy, którzy próbowali z Rudy Śląskiej uczynić centrum polskiego satanizmu. Po kolejnych telefonach od żurnalistów poszukujących w mieście wyznawców diabła Neniczka nie wytrzymał i zażartował sobie z jednej z dziennikarek. — Spytałem, czy chce zobaczyć prawdziwą satanistyczną świątynię. Oczywiście chciała. Zaprosiłem ją do bloku, w którym mieszkam — opowiada ze śmiechem Neniczka. Z–ca komendanta miejskiego w Rudzie mieszka w zwyczajnym polskim wieżowcu, na klatkach schodowych budynku bez trudu odnaleźć można satanistyczne symbole. Czy to oznacza, że blok pana komendanta zamieszkują wyznawcy kultu szatana? Zapewne nie, większość tych napisów pozostawiają po sobie ludzie, którzy w rzeczywistości nie rozumieją znaczenia tych znaków i na szczęście nie byliby w stanie wcielić w życie satanistycznych idei.

Osobną, w praktyce niemożliwą do oszacowania, grupę stanowią sataniści indywidualiści — osoby niepowiązane z żadnymi świątyniami czy grupami. Najczęściej są to ludzie, którzy wyznają satanizm w jego pierwotnej laveyowskiej formie. Dla nich ważniejsza od obrzędowości jest ideologia sławiąca siłę, niezależność, ultraliberalizm, hedonizm.

Różnorodność grup satanistycznych sprawia, że trudno wskazać środowisko, które najbardziej narażone byłoby na pokusę wstąpienia do kościoła wyznawców diabła. Pseudosatanistami najczęściej zostają ludzie młodzi, przeważnie z patologicznych rodzin. Z ideologią satanistyczną spotykają się w szkole lub w swoich grupach rówieśniczych. Pociąga ich potęga siły, bezkarność, możliwość odrzucenia nietolerowanego przez nich świata. Z reguły szybko wstępują na drogę kryminalną, co sprawia, że sektę bardzo trudno jest opuścić (ze względu na presję zamieszanych w te same przestępstwa osób). — Dla wielu osób jest to początek drogi ku degradacji społecznej — mówi Jowita Kuryłek.

Diabeł w sieci

Sataniści ideologiczni oraz indywidualni to osoby starsze, lepiej (często bardzo dobrze) wykształcone. Ich chęć wstąpienia do sekty jest świadoma — najczęściej są pod wpływem zauroczenia poglądami La Veya bądź innych satanistycznych autorów. Grupy te działają mniej spektakularnie od pseudosatanistów, stąd są mniej rozpoznane. Źródłem wiedzy na ich temat mogą być tworzone przez członków tychże grup strony internetowe. Ich odnalezienie nie nastręcza żadnych trudności. Wpisanie do dowolnej wyszukiwarki internetowej słowa „satanizm” powoduje wyświetlenie co najmniej kilkunastu polskich stron o tematyce satanistycznej. Dotyczą one praktycznie wyłącznie satanizmu ideologicznego. Co ciekawe, twórcy tych stron z równą zaciekłością walczą z Kościołem katolickim, jak i pseudosatanistami, oskarżając ich o kreowanie fałszywego wizerunku wyznawców diabła. Szczególnie wyśmiewane jest składanie ofiar ze zwierząt, zwłaszcza czarnych kotów.

Z internetowych stron bez najmniejszych kłopotów pobrać można pełną wersję laveyowskiej Biblii szatana, przeczytać podstawowe zasady i prawa wyznawców kultu diabła. Satanistyczne witryny nie mają jednak charakteru agitacyjnego, niektórzy autorzy wręcz nalegają, by dokładnie się zastanowić nad przystąpieniem do ich grona. Jedyna rzecz, której na pewno na satanistycznych stronach nie znajdziemy, to personalia autorów i miejsca spotkań satanistów.

Anonimowość Internetu sprawia, że w ocenie fachowców jest on doskonałym medium do przenoszenia treści satanistycznych, podobnie zresztą jak i wszelkich innych, nieakceptowanych powszechnie przez społeczeństwa. Nie należy jednak traktować komputerowej sieci jako siedziby szatana (mimo że są osoby udowadniające, że skrót WWW po przekształceniu na kod liczbowy można zapisać jako diabelską liczbę 666). W polskim Internecie działają oficjalnie dwa służące do sieciowych pogawędek kanały, których tematem jest szatan. I choć śledziłem odbywające się tam dyskusje przez kilka godzin, to nie natknąłem się na dysputy satanistyczne. To oczywiście nie oznacza, że wyznawcy diabła nie kontaktują się przez Internet. Osoby badające działalność sekt przyznają, iż Internet staje się jedną z najpopularniejszych metod nawiązywania kontaktów z nowymi wyznawcami.

Czy satanizm jest już w Polsce problemem społecznym? Moi rozmówcy są przekonani, że powoli się nim staje. Nie oznacza to jednak, że należy popadać w histerię i dzwonić na policję, gdy tylko zobaczymy ubranego na czarno człowieka z kotem na ręce. Z drugiej strony trzeba być świadomym, że wyznawcy sił ciemności są wśród nas i pozornie wcale się od nas nie różnią.

Satanizm, w odróżnieniu od innych sekt, nie cechuje się sezonowością. Jest problemem obecnym przez cały rok, na trwałe już wpisanym w polski krajobraz.

Dzieci ciemności
Tomasz Jastrzębowski

urodzony w 1976 r. – absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, dziennikarz, twórca i redaktor naczelny magazynu sportowego Olimpik.pl, współpracuje z miesięcznikiem „W drodze”....