Bóg daje szansę

Bóg daje szansę

Oferta specjalna -25%

Spowiedź przedślubna

0 opinie
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Człowiek potrzebuje duchowego uzdrowienia i tęskni za przemianą.

Wiele lat temu ogromne wrażenie zrobiła na mnie powieść Sigrid Undset o początkach chrześcijaństwa w Skandynawii, zatytułowana Olaf, syn Auduna. W pamięci utkwił mi zwłaszcza jeden z ostatnich rozdziałów książki, kiedy to główny bohater po długim okresie bardzo grzesznego życia podejmuje decyzję, by przystąpić do sakramentu pokuty. Niestety, tuż przed spowiedzią, dotknięty paraliżem, traci mowę, a wkrótce potem umiera.

Nie mniej dramatyczny przebieg ma okres poprzedzający decyzję bohatera. Owo dojrzewanie naznaczone jest bolesną walką duchową, wyrzuty sumienia zaś stają się tak silne, że Olaf postanawia odbyć najpierw coś w rodzaju spowiedzi wstępnej, wyjawiając swoją zbrodnię publicznie w przyklasztornej gospodzie w obecności gromadki mnichów. Ta próba generalna przywodzi na myśl niektóre scenki ze współczesnych seansów psychoterapeutycznych, jednak prawdziwej ulgi i pełnego oczyszczenia, rzecz jasna, przynieść bohaterowi nie może. Niezbędne okazuje się przebycie ostatniego etapu:

Tyle razy już układał w myślach tę spowiedź, ów łańcuch grzechów swego żywota, od czasu, gdy jego pycha była młoda i dziecięco wrażliwa. Wobec ludzi, do których przywiązało się jego chłopięce serce, posługiwał się kłamstwem i małymi wybiegami, aby być przez nich uważany za dojrzałego. Od samego początku nie chodziło o nic więcej tylko o to, że obawiał się ich drwin i uśmieszków, gdyby spostrzegli, że jest tylko dzieciakiem, porywczym, upartym, o miękkim sercu, podczas gdy on pragnął uchodzić za mądrego, przezornego i dzielnego. Te igraszki z prawdą trwały tak długo, aż został mordercą, krzywoprzysięzcą i świętokradcą; ogniwo po ogniwie wykuwał własne pęta i kamień po kamieniu znosił na własną więzienną celę.

Mimo że Olaf, syna Auduna nie wyznał ostatecznie grzechów, my, czytelnicy, nie mamy żadnych powodów, by nie wierzyć w szczerość intencji bohatera i prawdziwość jego skruchy. Powieść Sigrid Undset jest ostrzeżeniem — zdaje się dotykać istoty tego, co dzieje się z człowiekiem, który zbyt długo nie ma kontaktu z najważniejszym źródłem swego duchowego odrodzenia. W jego świadomości, w jego duszy zachodzi proces, który norweska pisarka przedstawia metaforycznie jako żmudne „wykuwanie pęt” i budowanie własnej „więziennej celi”. Sprawia to, że słowo „pokuta”, i tak już mocno obarczone penitencjarnymi skojarzeniami, zaczyna wywoływać niechęć i strach.

Również wina i grzech praktycznie skreślone zostały z listy z naszego codziennego języka. (…) Grzech wszedł zaś na dobre do żargonu płytkich kawałów, powiedzonek, do repertuaru szlagierów itp.

— pisze ks. prof. Alfons Skowronek w książce Sakrament pojednania opublikowanej w 1995 roku przez Włocławskie Wydawnictwo Diecezjalne. Autor zwraca uwagę na fakt, że orędzie ewangelijnej pokuty jest radosne (!), ponieważ przede wszystkim nawołuje do zwrócenia się ku, do otwarcia na to, co pozytywne. Nowy wymiar życia z Chrystusem, oczywiście po oderwaniu się od nieuporządkowanej rzeczywistości, jest radykalnie odmienny i dominuje nad dotychczasowymi ciemnościami.

Innymi słowy — pisze ks. prof. Skowronek — na drodze wiary nie rozciągają się tyrady gróźb i zastraszania nadciągającym sądem (por. dawniejsze apokaliptyczne kazania o piekle i tzw. rzeczach ostatecznych, mimo iż ten kierunek może czasem okazać się zabiegiem koniecznym), lecz słowa ukazujące wszystko przewyższającą miłość Chrystusa, która o człowieka zabiega, wabi go i ujmuje siłą swej miłosiernej dobroci.

Autor zauważa też, że w naszym odczuciu językowym słowo „pokuta” nie służy najlepiej prawidłowemu odczytywaniu biblijnych treści nawrócenia i spotkaniu z jednającym Bogiem:

„Ty mi za to odpokutujesz!” — odgrażamy się czasem. Więzienia nazywamy zakładami penitencjarnymi (w „technicznym” języku teologicznym paenitentia = pokuta). W Niemczech kierowca samochodu naruszający przepisy drogowe nie płaci mandatu, lecz uiszcza „haracz pokutny” (Bussgeld); istnieje „pokuta” za nieprzepisowe parkowanie. Na takie manowce zeszło się staremu, pełnemu obietnic, kościelnemu pojęciu POKUTA.

Jak oczyścić nasz język, a zwłaszcza nasze myślenie, z negatywnych stereotypów, które tak często zagradzają nam drogę do sakramentu pojednania? Mówi się, nie bez racji, że sakrament ten przeżywa obecnie kryzys, a przecież — świadczy o tym choćby fakt, że podczas ostatniego spotkania młodzieży w Rzymie starożytny Circus Maximus zamienił się w jeden wielki konfesjonał — także w dzisiejszych czasach człowiek potrzebuje duchowego uzdrowienia i tęskni za głęboką wewnętrzną przemianą. Co zatem robić, żeby nasza spowiedź nie była jedynie obowiązkiem, ale stawała się świętowaniem?

Istnieje piękny i bardzo głęboki w swojej wymowie obraz Vlastimila Hoffmana Spowiedź przedstawiający ubogiego chłopa w podartej rubaszce, który wyznaje swoje grzechy nie księdzu, lecz — bezpośrednio — siedzącemu w konfesjonale drewnianemu Świątkowi. Myślę, że scena ta w genialnym skrócie oddaje istotę sakramentu pokuty: oto odpuszcza nam i przebacza nie kto inny, tylko sam Bóg. To właśnie od zakwestionowania tej podstawowej prawdy zaczyna się, podobnie jak u Olafa, nasze odejście, nasze „wykuwanie pęt” i „wznoszenie własnej więziennej celi”.

Gdy Bóg w życiu człowieka nie jest już więcej żywym partnerem — zauważa ks. Skowronek — gdy przestał być moim TY, do którego swobodnie mogę się zwracać, który nadaje mojej egzystencji sens i wzywa każdego człowieka po imieniu; kiedy taki Bóg znika z horyzontu, wówczas odnotować można już tylko zasychanie wiary i jej uwiąd.

Bóg jednak, na szczęście dla nas, daje nam szansę nieustannie, do samego końca. Byłoby wielką głupotą z niej nie skorzystać.

Bóg daje szansę
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej. Przetłuma...